Reklama
W ciągu trzech lat UE ma wyasygnować 500 mld euro, co stanowi 6 proc. PKB strefy euro, a reszta (250 mld euro) ma pochodzić z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW).
Komisja Europejska podkreśla w poniedziałkowym komunikacie, że przyznane z tego mechanizmu pieniądze te to pożyczka, a nie darowizna i będą musiały zostać zwrócone z odsetkami.
Gazeta „Parkiet” przytacza opinię ekspertów, według których uzgodniona kwota może okazać się niepotrzebna, przede wszystkim dzięki interwencji Europejskiego Banku Centralnego (EBC) na rynku obligacji.
Decyzję o konieczności utworzenia mechanizmu ratunkowego podjęli dzień wcześniej (w piątek) przywódcy państw strefy euro. Zatwierdzili jednocześnie pożyczkę dla Grecji o wartości 80 mld euro. Kolejne 30 mld euro zobowiązał się dołożyć MFW.
„Parkiet” wyjaśnia, że unijne 500 mld euro, to po pierwsze bezterminowa linia kredytowa o wartości 60 mld euro dla państw borykających się z trudnościami „wywołanymi przez okoliczności będące poza ich kontrolą”, którą utworzy Komisja Europejska. Pieniądze mają pochodzić z emisji obligacji, gwarantowanych budżetem UE (około 140 mld euro rocznie) i być przyznawane na warunkach uzgadnianych z MFW.
Taka linia kredytowa dla państw członkowskich pozostających poza strefą euro istnieje już od 2002 roku. Pod koniec 2008 roku jej wartość została podwojona do 50 mld euro, a skorzystały z niej już Węgry, Rumunia i Łotwa.
Drugim elementem mechanizmu pomocowego są gwarancje kredytowe i pożyczki o wartości do 440 mld euro, których maja udzielać członkowie strefy euro swoim „słabym ogniwom”. Ten właśnie element budził kontrowersje i spowodował, że obrady ministrów trwały aż 11 godzin.
Z inicjatywy Niemcy, na które przypadnie aż 123 mld euro z tej kwoty, zapisano, że kredytów będzie udzielała specjalnie powołana spółka celowa kontrolowana przez rządy eurogrupy. Powołanie do życia tej nowej instytucji ma zająć kilka tygodni. Przepisy zabraniają bowiem ratowania niewypłacalnych państw instytucjom unijnym.
Wywalczony przez Niemcy zapis odpowiada również pozostającej poza strefą euro Wielkiej Brytanii, która domagała się gwarancji, że nie będzie musiała odpowiadać za kłopoty wspólnej waluty.
Spółka celowa ma być powołana na trzy lata i gromadzić fundusze na rynku dzięki gwarancjom państw strefy euro, proporcjonalnym do ich udziału w finansowaniu EBC (tak jak było to w przypadku pomocy dla Grecji, nawet oprocentowanie pożyczek będzie podobne: około 5 proc.). Zainteresowanie udziałem w tym mechanizmie wyraziły dwa państwa nie należące do Unii Walutowej: Polska i Szwecja.
Według ekonomistów, na których powołują się media, niewykluczone, że Europejski Mechanizm Stabilizacyjny może nie być w ogóle nie uruchomiony. Przewiduje się bowiem, że samo jego utworzenie uspokoi rynki. Tym bardziej, że Portugalia i Hiszpania – kraje najbardziej zagrożone kryzysem – zobowiązały się do dodatkowych oszczędności.
Przede wszystkim jednak - uważają eksperci - lekiem na rozprzestrzenianie się kłopotów Grecji będzie EBC, który rozpoczął skup obligacji skarbowych krajów strefy euro na rynku wtórnym. Ponadto już w poniedziałek nad ranem europejski bank wznowił m.in. nieograniczone trzymiesięczne pożyczki dla banków komercyjnych o stałym oprocentowaniu (1 proc.), które w minionych dwóch latach stanowiły jego główny oręż walki z globalnym kryzysem kredytowym.












