Reklama
Irlandzka agencja przeciwdziałania samobójstwom opublikowała w poniedziałek niepokojące statystyki. W ubiegłym roku ponad 500 Irlandczyków odebrało sobie życie. W 2006 r. liczba ta wynosiła około 400. Obecnie w wyniku samobójstwa umiera więcej irlandzkich mężczyzn niż ginie w wypadkach samochodowych.
Statystyki wskazują na nowy typ samobójcy będącego ofiarą kryzysu finansowego: jest to najczęściej mężczyzna w wieku 30-50 lat, pracujący przez całe dotychczasowe dorosłe życie, finansowo niezależny. Próbę samobójczą podejmuje w wyniku utraty pracy i obniżenia się statusu materialnego.
Irlandzka gospodarka, która w latach 90. cieszyła się corocznym wzrostem gospodarczym na poziomie 7-9 proc., przeżywa głębokie załamanie koniunktury. Irlandia popadła w recesję już pod koniec 2007 r. W 2008 r. produkcja gospodarki zmniejszyła się o 3 proc., w 2009 o kolejne 7,5 proc. Dopiero w 2011 r. spadek ma być ostatecznie zahamowany, wynika z opublikowanej w czwartek wiosennej prognozy gospodarczej Komisji Europejskiej. PKB Irlandii ma wówczas wzrosnąć o 3 proc.
Kryzys dotknął szczególnie silnie osoby, które przeinwestowały na irlandzkim rynku nieruchomości i obecnie nie wiedzą, z czego mają spłacić zaciągnięte kredyty. Przed kilkoma laty wydawało się, że na nieruchomościach można się łatwo i bez wysiłku wzbogacić. Banki finansowały transakcje niemal w 100 proc., a ceny nieruchomości nieustannie rosły. Były zaścianek Europy przeżył zbiorcze powstanie do społeczeństwa dobrobytu.
Bańka pękla z głośnym hukiem. Od 2007 r. sektor budowlany skurczył się o 51 proc. Wiele nowych osiedli mieszkaniowych stoi dzisiaj pustych, ponieważ nie ma popytu na nowe domy. Także sektor bankowy nie podniósł się jeszcze z zapaści. Obecnie Bank of Ireland, ostatnia wielka niezależna instytucja finansowa na wyspie, próbuje zebrać około 3,4 miliarda euro świeżego kapitału, by zapchać dziury w swoim bilansie. Celtycki tygrys już nie ryczy.
Prognozy dla irlandzkich finansów publicznych są mizerne. W 2010 r. zadłużenie wzrośnie o 11,7 proc., w 2001 o kolejne 12,1 proc., przewiduje Komisja Europejska.
Na przekór wszelkim zastraszającym prognozom Irlandia pozostaje jednak stabilnym członkiem Eurolandu, podkreśla nieustannie rząd. Kraj nie potrzebuje ani pomocy innych państw UE ani Międzynarodowego Funduszu Walutowego, twierdzi Dublin.
Dla miłujących wolność Irlandczyków nie ma nic gorszego niż wizja, że ponownie staną się zależni od innych państw bądź zagranicznych spekulantów. „Irlandczycy chcą pozostać panami swojego losu”, mówi Derek Scally, niemiecki korespondent dziennika „Irish Times”. Jego zdaniem jedyną rzeczą, której życzą sobie teraz Irlandczycy od Europy, jest czas na samodzielne rozwiązanie swoich problemów. (tmw)












