Reklama
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zwołał ten kolejny, nieformalny szczyt Wspólnoty w związku z nasilającym się kryzysem finansowym. Szefowie państw i rządów Unii Europejskiej mają w czasie tego spotkania przygotować wspólne stanowisko przed zapowiadanym na połowę listopada międzynarodowym szczytem w Waszyngtonie.
"Europa musi odnowić zasady światowego kapitalizmu. Nie chodzi o to, by podważać zasady gospodarki rynkowej, ale musimy zaproponować nasze pomysły" - powiedział Sarkozy w PE w Strasburgu zapowiadając zwołanie szczytu. Tłumaczył, że trzeba przeciwdziałać możliwości wystąpienia kryzysu finansowego na obecną skalę w przyszłości.
"Chodzi o konsultacje państw Unii Europejskiej przed szczytem G20, który odbędzie się 15 listopada w Waszyngtonie" - powiedziała rzeczniczka francuskiego przewodnictwa Marine de Carne informując o zbliżającym się spotkaniu unijnych przywódców. Zastrzegła, że spotkanie to nie zakończy się przyjęciem tzw. wniosków końcowych, które zwykle zawierają konkluzje ze szczytu.
Rzeczniczka poinformowała także, że wcześniej - 3 listopada - tej samej sprawie będzie poświęcone spotkanie tzw. Eurogrupy, czyli ministrów finansów strefy euro, a następnego dnia (4 listopada) również Ekofin-u, czyli ministrów finansów wszystkich 27 państw członkowskich UE.
Francuskie przewodnictwo poinformowało, że najbliższy szczyt w Brukseli będzie trwał tylko kilka godzin - przedstawiciele 27 państw spotkają się na roboczym obiedzie.
Tymczasem w Polsce zapowiada się powtórzenie sytuacji poprzedzający poprzedni nieformalny szczyt Unii. Prezydent Lech Kaczyński uważa bowiem, że powinien znaleźć się w składzie delegacji do Brukseli. „ Myślę, że byłoby najlepiej, gdybym tam był razem z panem premierem” – oświadczył.
Premier Donald Tusk powiedział ze swej strony, że w sprawie składu polskiej delegacji na brukselskie spotkanie 7 listopada "będzie musiał się jakoś dogadać" z prezydentem. Powiedział jednak dziennikarzom, że Unia przewidziała udział w szczycie tylko jednego przedstawiciela każdego państwa. Zapowiedział też, że o szczycie będzie rozmawiał z Lechem Kaczyńskim na wtorkowym posiedzeniu Rady Gabinetowej.
"Ponieważ sprawa jest tak ważna, bo dotyczy oszczędności naszych obywateli, na pewno nie dopuszczę do tego, żeby znowu głównym tematem było to, kto, za ile i jakim sprzętem udaje się do Brukseli" - zapewnił premier.
Natomiast prezydent powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż obecność ministra finansów „na niektórych fragmentach posiedzenia Rady Europejskiej jest niezbędna”. Wyraził jednak nadzieję, że podczas listopadowego spotkania nie dojdzie do zgrzytów między nim a delegacją rządową, podobnych do tych, które miały miejsce podczas szczytu w październiku.
Przed październikowym szczytem doszło bowiem do ostrego sporu między prezydentem i premierem o skład polskiej delegacji. Ostatecznie, po kilkudniowym konflikcie, na posiedzeniu Rady Europejskiej byli obaj, jednak Lech Kaczyński poleciał do Brukseli wyczarterowanym samolotem, bo Kancelaria Premiera nie udostępniła prezydentowi rządowego samolotu. Mimo, że nie znalazł się w składzie delegacji, prezydent uczestniczył w części obrad szczytu. Natomiast ministrowie z Kancelarii Prezydenta musieli pozostać poza budynkiem, w którym trwało spotkanie przywódców państw i rządów UE.(bea)













