Reklama
W ubiegłym tygodniu Rosja i Ukraina podpisały umowę, która przewiduje m.in. przedłużenie stacjonowania rosyjskich wojsk w Sewastopolu do 2042 r. w zamian za tańsze dostawy gazu na Ukrainę. W przeciwieństwie do poprzedniego porozumienia z 1997 r., obecne zezwala na modernizację floty czarnomorskiej. A to, de facto, oznacza koniec dyskusji na temat wejścia Ukrainy do NATO
Decyzja Janukowycza o przyspieszonym podpisaniu porozumienia daje się wytłumaczyć przynajmniej na trzy sposoby. Po pierwsze, w następstwie globalnego kryzysu finanse Kijowa przedstawiają się fatalnie. Dlatego gwarancja tańszych dostaw gazu stanowi dla ukraińskiej gospodarki nie lada ulgę. Po drugie, Janukowycz musiał w jakiś sposób wynagrodzić oligarchów, którzy sfinansowali jego kampanię wyborczą. To przede wszystkim oni skorzystają na tańszym gazie. Po trzecie wreszcie, umowa z Rosją relatywnie niewiele Janukowycza kosztowała. Chcąc uzyskać porównywalny zastrzyk finansowy ze strony państw Zachodnich, Ukraina musiałaby się zgodzić na przeprowadzenie reform strukturalnych. Rosjanie nie mają tego typu oczekiwań.
Zawarte porozumienie określiło w znacznej mierze ramy Partnerstwa Wschodniego w odniesieniu do Ukrainy, nie zdołało jednak zakwestionować aktualności tego projektu. Nie da się rozpatrywać polityki Janukowycza w oderwaniu od nowej polityki rosyjskiej. Zagrożona kulturową ekspansją Chin na wschodzie, Rosja stara się za wszelką cenę wzmocnić swoją pozycję na Zachodzie i Południu, korzystając przy tym z niskiej asertywności państw zachodnich. W tym kontekście, głównym beneficjentem Partnerstwa prawdopodobnie stanie się Mołdawia, podczas gdy w przypadku ukraińskim projekt ten przyjmie formę cierpliwej pracy organicznej. To jednak powinno dodatkowo zmotywować UE do aktywizacji polityki wobec Kijowa.
W reakcji na zbliżenie ukraińsko-rosyjskie, UE ma trzy wyjścia. Może odwrócić się od Ukrainy plecami. Może udawać, że nic się nie stało, kontynuując dotychczasową politykę „stopniowania zachęt”. Wreszcie , może włączyć się w „konkurs piękności”, starając się za wszelką ceną odzyskać Ukrainę dla Europy.
Jedyne sensowne rozwiązanie znajduje się gdzieś w pół drogi pomiędzy wyjściem drugim i trzecim. Z jednej strony, konieczne jest zwiększenie atrakcyjności europejskiej polityki wobec Kijowa. Unia powinna konsekwentnie realizować swoje projekty flagowe. Partnerstwo Wschodnie powinno mieć jak najwięcej treści, a UE musi wyraźnie zaznaczyć wolę jego implementacji. Szczegółowa propozycja względem Ukrainy powinna obejmować, stopniowo, poszerzenie małego ruchu przygranicznego, wprowadzenie ruchu bezwizowego, podpisanie wzmocnionego porozumienia o wolnym handlu (tzw. FTA+), a na koniec –jako kropka nad „i”- przyznanie statusu państwa kandydującego, czemu towarzyszyłoby jasne określenie reform, które Ukraina musiałaby zrealizować, aby wejść do Unii.
Z drugiej strony, zasadniczy postęp w zbliżeniu UE i Ukrainy musi być rezultatem politycznej deklaracji ze strony Kijowa. Póki ona nie zostanie złożona, Unia może spokojnie kontynuować pracę organiczną polegającą na wspieraniu wymiaru ludzkiego oraz oddolnych inicjatyw. Bez względu na wyniki najbliższych wyborów parlamentarnych, porozumienie podpisane przez Janukowycza i Miedwiediewa wydłużyło perspektywę dla europejskiej polityki wschodniej.










