Reklama
South Stream miałby przebiegać z Rosji przez Morze Czarne do Bułgarii, a potem rozdzielać się na dwie nitki: północną biegnącą przez Serbię do Słowenii i Austrii oraz południową - do Grecji i Włoch. Podpisane w Soczi porozumienia zmieniają część parametrów projektu. Aneks do memorandum między włoskim ENI a Gazpromem przewiduje m.in. zwiększenie docelowej przepustowości planowanego szlaku z 31 mld do 63 mld m3. Umowy z bułgarską Bulgarian Energy Holding, grecką DESFA i serbskim Srbijagaz ustalają zasady tworzenia i funkcjonowania spółek mających budować lądowe odcinki South Stream na terytorium Bułgarii, Grecji i Serbii. Zapowiedziano też stworzenie całościowego studium wykonalności projektu w połowie 2010 roku oraz podjęcie ostatecznej decyzji inwestycyjnej do końca roku 2011. Według obecnych planów Gazpromu gazociąg miałby powstać do końca 2015 roku, a jego realizacja kosztowałaby ok. 8,6 mld euro.
Zawarte porozumienia są przede wszystkim kolejnym wyrazem poparcia dla samego projektu i wzmacniania współpracy z Rosją w sektorze gazowym ze strony poszczególnych koncernów i państw południowoeuropejskich. W warstwie propagandowej, według rosyjskich intencji, miały przede wszystkim zademonstrować znaczny stopień zaawansowania projektu - w szczególności w porównaniu z kluczowym unijnym projektem dywersyfikacji dostaw gazu Korytarzem Południowym i wchodzącym w jego skład gazociągiem Nabucco. Dokumenty podpisane w Soczi tydzień po szczycie energetycznym UE, poświęconym Korytarzowi Południowemu, przez uczestniczące w unijnym projekcie koncerny europejskie miały też uwypuklić brak spójności wewnątrz Unii. Choć nie wykluczają uczestnictwa Bułgarii, Grecji czy Włoch w alternatywnych do rosyjskiego projektach, wskazują na brak jednomyślności w UE, jeśli chodzi o sposób dywersyfikacji dostaw gazu i priorytety polityki bezpieczeństwa energetycznego. Równocześnie planowane dwukrotne zwiększenie przepustowości South Stream ma służyć zarówno jako argument zmniejszający sensowność budowy alternatywnych gazociągów (w tym tych wchodzących w skład Korytarza Południowego), jak i sposób zasadniczego ograniczenia znaczenia dotychczasowych szlaków eksportu rosyjskiego gazu, w tym przede wszystkim tranzytu przez Ukrainę.
Podpisane porozumienia nie zmieniają jednak wiele, jeśli chodzi o faktyczną realizację South Stream. Umowy ze spółkami serbską, bułgarską i grecką określają zasady budowy gazociągu na terytoriach tych państw, lecz szczegóły techniczne i finansowe inwestycji będą znane dopiero po przeprowadzeniu zapowiedzianych studiów wykonalności (do końca 2009 roku). Jednocześnie, aby zaplanować całość lądowej części projektu, konieczne jest jeszcze podpisanie analogicznych umów ze Słowenią (brak porozumienia co do warunków) i z Austrią, a z Włochami umowy międzyrządowej. Co więcej nieznane są do tej pory szczegóły dotyczące realizacji kluczowego, morskiego odcinka South Stream, tymczasem ta część inwestycji może okazać się najdroższa i najbardziej skomplikowana technicznie (co sugeruje doświadczenie związane z budową Blue Stream - gazociągu z Rosji do Turcji przez Morze Czarne), a wyznaczenie podmorskiej trasy szlaku i uzyskiwanie zgody na jego budowę - skomplikowane proceduralnie i czasochłonne (na co wskazuje przykład projektu Nord Stream).
Brak całościowego studium wykonalności projektu uniemożliwia jednoznaczną weryfikację podawanych przez stronę rosyjską parametrów planowanego gazociągu. Wątpliwości budzą m.in. przedstawione przez Gazprom szacunki całkowitych kosztów inwestycji - według rosyjskich i zachodnich ekspertów realizacja South Stream może kosztować nie 8,6 mld, a 20-25 mld euro, co czyniłoby z niego jeden z najdroższych projektów gazociągowych w Europie. Tymczasem w chwili obecnej nie ma zapewnionych źródeł finansowania projektu, a szanse na ich znalezienie w najbliższym czasie są ograniczone ze względu na trwający kryzys gospodarczy i trudności finansowe poszczególnych koncernów energetycznych.
Pomimo zaangażowania Gazpromu nieoczywiste są obecnie konkretne źródła zaopatrzenia South Stream - wobec ograniczonych w najbliższych latach możliwości zwiększania wydobycia wewnętrznego w Rosji zapełnienie nowego szlaku wymagałoby najprawdopodobniej przekierowania znacznych ilości surowca z innych kierunków eksportowych (a zatem i modyfikacji podpisanych kontraktów na dostawy z poszczególnymi odbiorcami europejskimi) lub pozyskania dodatkowego gazu z alternatywnych źródeł (przede wszystkim regionu kaspijskiego).
Nie są wreszcie do końca jasne kwestie związane z zarządzaniem planowanym gazociągiem oraz sprzedażą surowca nim przesyłanego na rynku europejskim. W szczególności porozumienia nie rozstrzygnęły ujawnionych przed spotkaniem w Soczi rozbieżności pomiędzy najważniejszymi partnerami w South Stream - ENI i Gazpromem. Brak porozumienia co do postulatów włoskiej firmy (chcącej sprzedawać gaz z planowanego szlaku nie tylko na własnym rynku, ale też w innych krajach europejskich, dążącej do uzyskania większych niż obecnie przewidziane udziałów w dochodach ze sprzedaży surowca oraz do współuczestnictwa w zarządzaniu lądową częścią gazociągu) może utrudniać pracę nad projektem.
Niejasności co do ostatecznego kształtu South Stream oraz sposobu jego realizacji, rozbieżności w ocenie jego kosztów oraz nieporozumienia pomiędzy partnerami projektu świadczą o relatywnie wczesnym stadium projektu oraz trudnościach w jego sformalizowaniu. Tym samym trudno jest obecnie przesądzić o szansach na jego realizację, a nagłaśnianie informacji o podpisywanych porozumieniach - zarówno tych międzyrządowych, jak i pomiędzy firmami - służy doraźnie przede wszystkim celom Rosji. Najważniejszym z nich wydaje się chęć storpedowania unijnych projektów dywersyfikacji dostaw w regionie Europy Południowej i Bałkanów. 












