Reklama
Wicepremier ds. europejskich Alexandr Vondra z ODS w połowie grudnia określił czeską prezydencję przymiotnikiem „pomocna”. Czy uważa pan, że cel, jaki sobie postawiliście, jest wystarczająco ambitny - zwłaszcza jeśli porównamy go z kończącą się właśnie, bardzo aktywną prezydencją francuską?
Nie sądzę, by francuska prezydencja robiła coś więcej ponad zwykłe moderowanie europejskiej dyskusji. Stanęła w obliczu dwóch nie dających się przewidzieć wydarzeń, co równie dobrze może i nam się przydarzyć. Mam tu na myśli oczywiście konflikt między Gruzją i Rosją oraz konsekwencje kryzysu finansowego.
Najprawdopodobniej kilka państw będzie musiało borykać się z poważnymi problemami. Na przykład dynamika PKB Łotwy spadnie z 10 proc. do -5 proc. Nie byłbym zaskoczony, gdybyśmy musieli rozwiązywać podobne problemy co Sarkozy. Oczywiście mówimy, o czymś czego nikt sobie nie życzy, ale musimy być przygotowani, by poradzić sobie z tą kwestią. Poza tym zamierzamy zajmować się „standardowym moderowaniem”.
Uważam, że plan naszej prezydencji jest ambitny. Zaproponujemy kilka nowych polityk i spróbujemy posunąć naprzód niektóre istniejące, jak na przykład bezpieczeństwo energetyczne i Partnerstwo Wschodnie. Jeśli przedstawimy to w ten sposób, uważam, że nasz plan jest wystarczająco ambitny.
Czy Czechy zamierzają przedstawić jakieś ważne nowe inicjatywy (podobnie jak Francja, która zaproponowała Unię Śródziemnomorza, reformę polityki obronnej i Pakt Imigracyjny), które Europejczycy będą mogli łatwo kojarzyć z waszą prezydencją?
Jak już wspomniałem, skupimy się głównie na wschodnim wymiarze polityki europejskiej. Omawiałem tę sprawę z prezydentem [Francji Nicolasem] Sarkozy’m, który zgodził się, że w zakresie unijnej polityki zagranicznej i sąsiedzkiej musimy w jakiś sposób zachować równowagę między południem a wschodem. Oba te regiony są bardzo wrażliwe. Wśród członków Unii Śródziemnomorza są zarówno kraje Afryki Północnej, jak i Bliskiego Wschodu. W istocie mamy do czynienia z bardzo wrażliwym regionem sąsiedzkim, gdzie bieda, terroryzm i imigracja stwarzają poważne problemy. Jakkolwiek wymiar wschodni jest niemniej skomplikowany.
Oczywiście częścią wymiaru wschodniego jest dialog z Rosją. Przebudzenie Rosji stanowi ważny element polityki zagranicznej i ogromne wyzwanie. Jej polityka jest bardzo asertywna i próbuje ingerować w unijną politykę energetyczną i bezpieczeństwa. Rosja znów chce być supermocarstwem. Dla nas oznacza to wielkie wyzwanie i w pewnym stopniu jest to swego rodzaju „projekt pilotażowy”. Mamy silnych sprzymierzeńców: inicjatywę szwedzko-polską, całą Europę Środkowo-Wschodnią, państwa skandynawskie i takie kraje jak Holandia.
Kolejnym ważnym wyzwaniem jest bezpieczeństwo energetyczne. W tym kontekście cieszę się że skupiliśmy się na „roku energii i klimatu” i weszliśmy w fazę bardzo poważnych dyskusji o połączeniu sieci, możliwościach przesyłu transgranicznego, zapatrzeniu w energię i dywersyfikacji jej źródeł. Dlatego też przy okazji Rady Europejskiej odbędzie się szczyt z udziałem trio z południowego korytarza energetycznego – Kazachstanu, Azerbejdżanu i Turkmenistanu, jak i z udziałem krajów tranzytowych jak Ukraina, Gruzja i Turcja.
Wszystkie te kraje w związku z tą kwestią mają swoje specyficzne obawy. Z tego też względu jest to drugie ważne wyzwanie. Przyszły rok powinien zostać poświęcony na dyskusję nad nowymi projektami. Fakt, że zdecydowano się przeznaczyć 5 miliardów euro z unijnej nadwyżki budżetowej na finansowanie tego typu projektów pokazuje, że UE zdaje sobie sprawę z wagi tego problemu.
Niemniej ważny jest nasz plan rozpoczęcia redakcji Traktatu Akcesyjnego z Chorwacją. Moim zdaniem w dłuższej perspektywie Chorwacja jest jedynym krajem mającym szansę w krótkim czasie [po krótkich negocjacjach] wejść do UE.
Innym wyzwaniem jest przygotowanie grudniowych negocjacji [w sprawie zmian klimatu] w Kopenhadze i wdrożenie do marcowego szczytu [UE] finansowego planu ratunkowego. Wszystkie te sprawy wykraczają poza granice Czech, a w pewnym sensie także poza granice unii.
Chciałbym wspomnieć także zaproszenie do Europy [nowego amerykańskiego] prezydenta Baracka Obamy, szczyt w Waszyngtonie oraz szczyt G20 w Londynie [w kwietniu], gdzie mamy prezentować wspólne stanowisko Unii Europejskiej. Wymienione przeze mnie sprawy stanowią – według mnie - wyzwania dla Republiki Czeskiej i dadzą nam możliwość oddziaływania, jakiej nigdy dotąd nie mieliśmy.
Po ostatnich wyborach regionalnych i do Senatu czeski rząd został bardzo osłabiony. Brukselscy komentatorzy wyrażają coraz większy niepokój, jak czeski rząd poradzi sobie z jednoczesnym kierowaniem unią i walką o przetrwanie na krajowym podwórku.
Właśnie przyjęliśmy budżet na przyszły rok i inne kluczowe ustawy. Dlatego też nie uważam, że rząd walczy o przetrwanie.
Gdybym chciał być ironiczny, powiedziałbym że rząd tymczasowy kierowałby Unią Europejską nawet lepiej niż rząd, który w domu wciąż musi wdrażać kolejne etapy swojego programu. Jakkolwiek nie sądzę, że tak będzie w tym przypadku. Wierzę, że będziemy w stanie zawrzeć rozejm z opozycją na czas czeskiego przewodnictwa.
Nie sądzę także, by mandat mojego rządu był słabszy niż rządu [socjaldemokratycznego poprzednika] Jiriego Paroubka, który był zależny od jednego byłego posła ODS, albo też rządu Vaclava Klausa, który miał tylko 99 z 200 posłów. […] Nie sądzę, by pozycja mojego rządu była gorsza niż któregokolwiek z rządów w ostatnich 12 latach. Nie będzie to miało wpływu na czeskie przewodnictwo.
Prezydent Czech ma bardzo ograniczone uprawnienia w zakresie polityki zagranicznej. Jego wystąpienia publiczne mogą jednak pośrednio wpływać na rezultaty dyskusji. Powszechny argument, że prezydent wypowiada się jako osoba prywatna a nie jako głowa państwa, może nie być rozumiany przez waszych europejskich partnerów. Jak pan to skomentuje?
Stanowisko prezydenta Czech nigdy nie jest całkowicie prywatne. Dlatego mam nadzieję, że będziemy w stanie koordynować naszą politykę w pierwszej połowie przyszłego roku. Mam tu na myśli politykę zagraniczną lub raczej powinienem powiedzieć sprawy wewnętrzne, bo gdy staliśmy się członkami Unii Europejskiej, polityka europejska stała się bardziej polityką wewnętrzną niż zagraniczną. W tym tkwi pewnie źródło naszego sporu.
Stale próbuję rozwiewać wszelkie obawy naszych unijnych partnerów, że Vaclav Klaus chce szkodzić negocjacjom. On jest demokratą i profesjonalistą, i nawet jeśli przewiduje się, że będzie on przewodniczył niektórym szczytom, zwłaszcza tym dotyczącym spraw zagranicznych, nie postrzegam tego jako ryzyka i powtarzam to naszym unijnym partnerom.
Fascynacja Klausem jest, jak im czasem mówię, obsesyjna. Przestrzegam ich, że opierają się bardziej na formie niż na treści, i zwracają uwagę bardziej na jego wypowiedzi niż na jego politykę z ostatnich dwudziestu lat. Ale to jest raczej problem medialny. Na poziomie praktycznym nie powinno to wywołać żadnych poważnych problemów. (tmw)











