Reklama
- PE zablokował tzw. sześciopak, domaga się czegoś co – zdaje się – nieprędko uda się osiągnąć. Co w związku z tym?
- Parlament przegłosował te sześć aktów legislacyjnych, które wzmacniają zarząd gospodarczy UE i dodają równowagi makroekonomicznej i dyscypliny budżetowej
- Ale domaga się przecież czegoś więcej?
- Natomiast powstrzymał się od głosowania ostatecznego chcąc wywrzeć presję na Rade UE, żeby zgodziła się na wersje PE, która mówi o tym, że sankcje w razie przekroczenia dyscypliny budżetowej powinny być automatyczne, a nie uchwalane w oparciu o decyzje polityczną przez Radę ministrów. I to jest punkt sporu.
- W ten sposób PE blokuje jednak dyscyplinowanie budżetowe w UE
- Tak, ale najwięksi radykałowie w Parlamencie twierdzą, że lepiej w ogóle nie mieć tych regulacji, niż je mieć bez automatyzmu sankcji. Jest coś w tym, że bez automatyzmu będzie tak jak w przypadku Paktu Stabilności i Wzrostu, czyli dowolność sankcjonowania: dużym i wpływowym będzie wolno więcej, a małym i mniej wpływowym – mniej.
Natomiast Parlament Europejski, patrząc na doświadczenia z przeszłości, domaga się automatyzmu sankcji: jeżeli przekroczyłeś poziom deficytu, to 0,2 proc. PKB wpłacasz w formie kaucji, a jeśli nadal utrzymujesz wyższy deficyt, to ta kaucja automatycznie staje się grzywną.
- Wobec tego jak Pan widzi dalszy rozwój sytuacji?
- Sytuacja jest dosyć impasowa, bo silna grupa państw członkowskich nie chce się na to zgodzić, a jednocześnie Parlament jest dosyć zdeterminowany. Będą negocjacje, tylko pytanie czym one się zakończą. Nie wiem. Dziś nikt na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć.
- Nie wiadomo też kiedy się zakończą?
- Nie wiadomo kiedy się zakończą. Były takie rachuby po stronie Parlamentu, że w dwa tygodnie, czyli do pierwszej sesji lipcowej uda się to rozstrzygnąć, ale okazało się to niemożliwe.
- Tymczasem kryzys może się rozprzestrzeniać.
- Tak, ale to są rozwiązania systemowe, długofalowe
- Czy to znaczy, że na razie Unia może popadać w coraz większe kłopoty, a potem zobaczymy?
- Nie. Chodzi o to czy ten system będzie uznaniowy, czy będzie obowiązywał w sposób bezwzględny. Zdaniem większości w PE powinien działać bezwzględnie. Nie bronię tego zdania ani go nie promuję. Chcę tylko powiedzieć, że taki jest układ sił.
- Jednak czy taka postawa nie może się to okazać groźna dla całej UE?
- Wydaje mi się, że nie. Pewna zwłoka po to, żeby wypracować rozsądne rozwiązanie, rozsądny kompromis jest możliwa do zaakceptowania. Jest lepszym rozwiązaniem niż pospiech i przyjęcie czegokolwiek.
- To na pewno. Ale czy …
- Pani oczekuje odpowiedzi na pytania, na które nie znam odpowiedzi. Sadzę, że nikt nie zna odpowiedzi, bo to dopiero negocjacje dadzą odpowiedź oraz stopień determinacji PE i stopień oporu Rady w obronie swojej pozycji.
- Czy przejęcie przez Polske przewodnictwa w Radzie UE zmienia w jakiś sposób sytuację?
- Polska prezydencja miała nadzieję, że ten sześciopak rozstrzygnie się do końca czerwca, w czasie węgierskiej prezydencji, ale wylądował na głowie prezydencji polskiej. Stanowi to pewien kłopot, a znalezienie jakiegoś rozwiązania możliwego do zaakceptowania dla obu stron, jest na pewno trudnym zadaniem.
- Czy polska prezydencja zmienia w jakiś sposób pracę europosłów?
- Tak, ponieważ w trakcie prezydencji Polska, jako przewodnicząca Rady UE, będzie pilotowała kilkadziesiąt aktów legislacyjnych, które przypadają na to półrocze. Po drugie w PE w tym czasie występują prezydent i premier, będzie także 30 wystąpień ministrów na forum plenarnym i na forach komisji. Właściwie całość tej widocznej części prezydencji rozegra się na scenie, która nazywa się Parlament Europejski, bo poufne rozmowy w Komisji Europejskiej, w Radzie UE czy w czasie spotkań bilateralnych są dla świata niewidoczne. Natomiast przy otwartej kurtynie wszystko będzie się rozgrywało właśnie w PE. Tak, że z tego punktu widzenia europosłowie będą mieli dużo roboty, a PE będzie ważnym miejscem.
- Czy polscy europarlamentarzyści będą w związku z tym jakoś szczególnie obciążeni?
- Tak, dlatego, że będziemy pilotowali naszych ministrów, będziemy ułatwiali im kontakty. Taką deklarację złożyliśmy premierowi i każdemu z ministrów. Będziemy ułatwiali kontakty z komisjami, z frakcjami politycznymi, z posłami-sprawozdawcami i innymi, wybranymi posłami. Będziemy pomagali w tym półroczu prezydencji w prowadzeniu spraw w tym całym, skomplikowanym mechanizmie parlamentarnym.
- A co Pana zdaniem będzie najtrudniejsze?
- Z tego co widać na razie, to najtrudniejszy będzie sześciopak, potem odpowiednia ranga szczytu Partnerstwa Wschodniego i ta pierwsza faza rozmów w sprawie kolejnego, siedmioletniego budżetu Unii.
– A Afryka Północna? Nie przewiduje Pan tu trudności?
- Również Grecja – w sensie kryzysu finansowego i Libia - w sensie południowego sąsiedztwa UE, to są dwa najtrudniejsze odcinki, najbardziej zapalne.
Rozmawiała Barbara Bodalska











