Reklama
Czy wyniki niedzielnych wyborów do Parlamentu Europejskiego mogą nas zaskoczyć?
Niespodzianki mogą się zdarzyć, szczególnie jeśli frekwencja będzie tak mała jak oczekiwano. Nie oczekiwałbym jednak zmian w czołówce - PO, PiS, SLD, PSL, a co najwyżej lepszy wynik jednej z partii, którym sondaże nie dają szans na przekroczenie progu.
Jak ocenia Pan kończącą się kampanię wyborczą?
Zaważyła na niej niesłychanie agresywna kampania Prawa i Sprawiedliwości, w której sięgnięto po cały repertuar znanych środków - antyniemiecką ksenofobię plus histerię antykorupcyjną. PiS próbował też grać na lękach przed kryzysem. W tej sytuacji na sprawy europejskie, którymi będzie się zajmował Parlament Europejski, nie starczyło już miejsca.
Co w obecnej kampanii było dla Pana największym pozytywnym i negatywnym zaskoczeniem?
Pozytywna była wielka mobilizacja środowisk pozarządowych i mediów, oraz niektórych polityków, na rzecz zwiększenia frekwencji wyborczej. Negatywnym zaskoczeniem była niemal całkowita obojętność społeczeństwa, trudna do zrozumienia wobec powszechnego społecznego zadowolenia z obecności Polski w Unii Europejskiej.
Rzeczywiście w niedzielę zapowiada się wyjątkowo mizerna frekwencja. Skąd takie małe zainteresowanie Polaków wyborami do Parlamentu Europejskiego?
Moim zdaniem ludzie nadal nie rozumieją, czym się zajmuje i jak jest ważny Parlament Europejski. Słyszą jedynie o wynagrodzeniach eurodeputowanych i sądzą, że głosując zapewniają im pięć lat wakacji. Niestety często media i politycy utwierdzają w tym wyborców. To wielkie edukacyjne zaniedbanie, którego- jak widać - nie nadrobimy przez miesiąc kampanii profrekwencyjnej.
Jak partie traktują eurowybory? Czy to szansa na zaprezentowanie swojej aktywności na polu międzynarodowym, możliwość zdobycia lukratywnych "etatów" poselskich dla swoich polityków czy raczej sprawdzian siły na półmetku kadencji Sejmu?
Zapewne w kampanii każdej partii występują wszystkie trzy elementy, chociaż inny jest rozkład akcentów. PO, ale także SLD czy Centrolewica pragną się pochwalić swoim europejskim dorobkiem, podczas gdy PiS chce, żeby wyborcy rozliczyli rząd.
Wybory coraz częściej przypominają konkursy piękności. Czy naszej demokracji grozi przekształcenie się w coś na kształt show typu Idol czy Mam talent?
Nie widzę specjalnie takiego zagrożenia. Bardziej mnie martwi populizm polityków i obojętność wyborców.
rozmawiał: Tomasz Wojciechowski
(tmw)











