Reklama
Konserwatystom nie udało się zdobyć większości miejsc w izbie Gmin. Torysi wyprzedzili co prawda Laburzystów, ale im też nie udało się osiągnąć większości. Liberałowie znaleźli się na trzecim miejscu. Partia Konserwatywna zdobyła 306 miejsc w Izbie Gmin, Partia Pracy 258, a Liberalni Demokraci 57. Pozostałe partie i niezależni wywalczyli 27 mandatów.
Oznacza to, że żadna partia nie uzyskała większości potrzebnej do samodzielnego utworzenia rządu. Konserwatyści kierowani przez Davida Camerona będą jednak najsilniejszym ugrupowaniem w brytyjskim parlamencie.
- Wyniki tych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii były najmniej przewidywalne od lat. Ostatecznie po 13 latach pozostawania przy władzy labourzystów zwyciężyli konserwatyści. Jakie będą tego konsekwencje dla Partii Pracy?
- Zwycięstwo konserwatystów było oczekiwane – wskazywały na to wyniki sondaży, mimo że wielu wyborców deklarowało wciąż niezdecydowanie. Dawały one labourzystom trzecie miejsce, za liberalnymi demokratami. Gdyby te przewidywania się sprawdziły, to konsekwencje dla laburzystów byłyby jeszcze gorsze – byłby to prawdziwy szok, który wymusiłby rezygnację Gordona Browna ze stanowiska przywódcy laburzystów. Musieliby przeprowadzić wewnętrzne wybory, żeby wyłonić nowego przywódcę.
- Torysi nie zdobyli większości absolutnej, która pozwoliłaby jej samodzielnie sformować rząd. Co Pani sądzi o koalicji z Liberalnymi Demokratami? Partie te zajmują różne stanowisko m.in. w kwestii stosunku do Unii Europejskiej.
- Fakt, że nie udało się uzyskać większości absolutnej jest poważnym problemem dla Partii Konserwatywnej. Istnieją duże różnice miedzy nimi i Liberalnymi Demokratami i ich współpraca z pewnością nie będzie łatwa. Alians z konserwatystami niekoniecznie będzie logicznym rozwiązaniem dla Liberalnych Demokratów.
Rozbieżności między nimi są zasadnicze. Liberalni Demokraci chcą reform, które uwzględniają wprowadzenie sprawiedliwszych podatków, podczas gdy konserwatyści – przeciwnie: chcą zmniejszyć podatek od spadku. Ich stanowisko wobec imigracji też jest różne.
Natomiast istniejące między tymi partiami różnice w stosunku do UE są bardziej specyficzne. Stojący na czele Liberalnych Demokratów Nick Clegg uznawany jest za największego euroentuzjastę wśród przywódców trzech partii, które uzyskały w wyborach 6 maja największe poparcie. Tymczasem szef konserwatystów David Cameron – dokładnie przeciwnie. Partia Konserwatywna staje się coraz bardziej eurosceptyczna, jej przedstawiciele w Parlamencie Europejskim odeszli od konserwatystów w Europejskiej Partii Ludowej i dołączyli do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
- Nick Clegg zapowiedział, że nie przewiduje zbliżenia z laburzystami. Co Pani o tym sądzi?
- Deklaracja Nicka Clegga ma dopiero kilkanaście dni. W dodatku wykluczył jakiekolwiek porozumienie z konserwatystami tylko wtedy, kiedy zajmą trzecie miejsce. A tak się nie stało. Można zresztą zrozumieć taką decyzję, o ile uwzględni się jej kontekst. Clegg zajmuje wciąż niejednoznaczna pozycję, bo wyborcy Liberalnych Demokratów rekrutują się zarówno spośród laburzystów, jak i konserwatystów.
- Czy kryzys finansowy w Grecji mógł skłonić Brytyjczyków do głosowania na konserwatystów, eurosceptyków?
- Konserwatyści uwzględnili ten temat w swojej kampanii skandując: „jesteśmy następną Grecją”, czy „dajcie nam większość absolutną, bo inaczej grozi nam chaos”. Ich kampania była niemal kampanią strachu. Ten element odegrał pewna rolę, ale nie znaczyło to, że dojście do władzy konserwatystów polepszy sytuację Brytyjczyków. Podejmowali ryzyko zaproponowania im remedium na kryzys w takiej samej końskiej dawce, jak przedstawiony Grecji plan oszczędnościowy.
- Jeśli konserwatyści sformują rząd, to jak – Pani zdaniem – będzie wyglądała europejska polityka Wielkiej Brytanii?
- Dla Europy zwycięstwo konserwatystów stanowi zagrożenie. Partia Konserwatywna jest eurosceptyczna, społeczeństwo także, a konserwatyści coraz wyraźniej ujawniają swoją wolę ograniczania roli unii Europejskiej. Opowiadają się więc za rozszerzeniem Unii, za przyjęciem Turcji, żeby tylko ograniczyć rolę Wspólnoty. Rozszerzenie zmniejsza bowiem szanse na wypracowanie politycznego projektu. Im bardziej Unia Europejska się rozszerza, tym bardziej oddala się możliwość realizacji federalnego modelu Europy.
W przypadku koalicji z konserwatystami, Liberalni Demokraci będą mieli – myślę – niewielkie możliwości oddziaływania na Europę. Porozumienie liberalnych demokratów z laburzystami bardziej sprzyjałoby efektywnemu prowadzeniu polityki europejskiej. W tej kwestii liberałowie mają większe szanse wpływu na labourzystów niż na konserwatystów.











