Reklama
Nowelizacja ordynacji wyborczej do PE wprowadza trzy zasadnicze zmiany: dwudniowe wybory, możliwość głosowania przez pełnomocnika (w przypadku osób starszych lub niepełnosprawnych) i zmniejszenie liczby polskich europosłów z 54 do 50 (w związku z przyjęciem do UE Bułgarii i Rumunii).
Prezydent Kaczyński uznał, że głosowanie przez pośrednika narusza zasadę bezpośredniości. Tymczasem dr. Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego - którego wypowiedź przytacza „GW”- uważa, że głosowanie przez pełnomocnika nie jest sprzeczne z konstytucją. Jego zdaniem, zasada bezpośredniości oznacza nie tyle, że można głosować tylko osobiście, ile że wybory są jednostopniowe, tzn. głosuje się bezpośrednio na kandydata, a nie np. na elektorów, którzy potem wybierają posłów.
„Głosowanie przez pełnomocnika można rozumieć jako mechanizm ułatwiający wyborcy wyrażenie woli, a więc sprzyjający realizacji innej konstytucyjnej zasady - powszechności wyborów” – powiedział Piotrowski.
Lech Kaczyński zarzucił ponadto naruszenie obowiązku zachowania odpowiedniej vacatio legis.
Przywołał przy tym orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z listopada 2006 roku, w którym uzna, że istotne zmiany w prawie wyborczym powinny być uchwalanie co najmniej sześć miesięcy przed kolejnymi wyborami, rozumianymi nie tylko jako sam akt głosowania, ale jako całość czynności objętych tzw. kalendarzem wyborczym.
Prezydent przypomniał ponadto, że musi zarządzić wybory nie później niż na 90 dni przed dniem wyborów, które z kolei muszą odbyć się w dniu wolnym od pracy przypadającym w czasie ustalonym przez UE.
Ponieważ we wszystkich krajach Unii wybory muszą się odbyć między 4 a 7 czerwca 2009 roku, to w grę wchodzi niedziela 7 czerwca.
W związku z tym, obowiązkiem prezydenta jest wydanie postanowienia w sprawie zarządzenia wyborów do Parlamentu Europejskiego nie później niż 9 marca. Tak więc nawet gdyby Lech Kaczyński nie miał nic przeciwko zmianom w ordynacji, na podjęcie decyzji w sprawie podpisania tej ustawy miałby tylko kilka dni.
„Uwzględniając fakt, iż termin przeprowadzenia wyborów do Parlamentu Europejskiego był powszechnie znany już w 2008 r., obowiązkiem prawodawcy było, w przypadku konieczności wprowadzenia zmian prawa wyborczego, takie ich dokonanie, by nie tylko według nowego prawa przeprowadzono wszystkie czynności dotyczące wyborów do Parlamentu Europejskiego ale przede wszystkim, by zmiany prawa wyborczego dokonane zostały i ogłoszone w Dzienniku Ustaw co najmniej kilka miesięcy przed podjęciem czynności wyborczych" – napisał Lech Kaczyński uzasadniając swą decyzję.
Prezydent zapowiedział już, że termin wyborów do PE poda właśnie 9 marca, czyli w poniedziałek.
Jak szacuje PKW, decyzja prezydenta Kaczyńskiego odbiera możliwość wzięcia udziału w wyborach 2 mln osób, które nie są w stanie dojść do urn wyborczych lub samodzielnie zagłosować.
O podpisanie znowelizowanej ustawy apelowały do prezydenta organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą niepełnosprawnym i te, które zabiegają o jak największą frekwencję w wyborach.
„Od 2003 roku próbujemy wprowadzić rozwiązania ułatwiające głosowanie. A politycy zawodzą. Posłowie PiS i SLD byli nieufni, mówiąc, że Polacy, głosując przez pełnomocnika, mogą oszukiwać, choć ostatecznie SLD był za zmianami. Platforma nas poparła, ale wykazała się nieudolnością w przeprowadzeniu ustawy przez Sejm - powiedziała "GW" prof. Lena Kolarska-Bobińska, szefowa Instytutu Spraw Publicznych – jednej z profrekwencyjnych instytucji.
Oświadczenie w tej sprawie wydał także Komitet Helsiński, który zwrócił uwagę, że nieskrępowany udział w wyborach jest jednym z fundamentalnych praw obywatelskich. „Instytucje stanowiące prawo, Parlament i Prezydent, powinny czynić wszystko, by ordynacja wyborcza stwarzała wszystkim równe szanse uczestnictwa” – czytamy w oświadczeniu.
Według Komitetu, decyzja prezydenta „krzywdzi wielkie grupy ludzi, które przez dekady skazane były na izolację społeczną i polityczną” i którym wciąż odmawia się równych szans w podejmowaniu decyzji politycznych.
„Nie wahamy się powiedzieć, że konsekwencją decyzji Prezydenta RP, a raczej świadomego jej niepodjęcia, będzie kontynuacja dyskryminacji społecznej osób niepełnosprawnych i niedołężnych” – kończy się dokument podpisany m.in. przez Teresę Bogucką, Halinę Bortnowską, Marka Edelmana, Zbigniewa Hołdę, Marka Antoniego Nowickiego i Stefana Starczewskiego. (bea)










