Reklama
Sami politycy reagują na te doniesienia różnie: jedni zaprzeczają, inni potwierdzają, jeszcze inni się zastanawiają, a część – milczy.
W wyniku wyborów w czerwcu 2009 do PE trafi 51 polskich przedstawicieli. Oznacza to dla Polski o trzy mandaty mniej niż dotychczas, bo członkami UE są już Bułgaria i Rumunia, których mandatami „opiekowaliśmy” się do czasu uzyskania przez te kraje członkostwa w UE.
Polska ma szansę– jak oceniają media - na szefa PE i przewodniczących dwóch komisji w tym zgromadzeniu, nie licząc wiceprzewodniczących.
Niedawno w mediach głośno było o kandydaturze obecnego europosła Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego. Miało to już być nawet uzgodnione, ale w końcu sprawa ucichła. Kolejnym prawie pewnym kandydatem - tyle, że na stanowisko unijnego komisarza ds. budżetu – miał być Janusz Lewandowski, który przez pół obecnej kadencji przewodniczył komisji budżetowej PE.
Często można spotkać się także z opinią, że miejsce w unijnym parlamencie ma być nagrodą pocieszenia dla byłych ministrów. I to zarówno z obecnego (PO-PSL), jak i poprzedniego (PiS-Samoobrona-LPR) gabinetu.
Do PE maja ponoć wrócić - jeśli się okaże, że będą musieli odejść z rządu - ministrowie: obrony narodowej Bogdan Klich i nauki Barbara Kudrycka. Ma tam się znaleźć także minister zdrowa Ewa Kopacz . Jako prawdopodobnych europarlamentarzystów w najbliższej kadencji PE wśród polityków Platformy wymienia się ponadto szefa sejmowej komisji spraw zagranicznych Krzysztofa Liska i wicemarszałka Senatu Marka Ziółkowskiego.
Maja tam trafić także byli ministrowie PiS: sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, skarbu Wojciech Jasiński i obrony narodowej Aleksander Szczygło, a także obecny minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński (który już zresztą był już europosłem bezpośrednio przed objęciem tego stanowiska). Ponadto mówi się też o b. premierze Kazimierzu Marcinkiewiczu i posłance Elżbiecie Kruk, b. szefowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Na listach PiS ponoć mogą dostać też miejsce obecni europosłowie Ryszard Czarnecki (b. poseł Samoobrony) i Janusz Wojciechowski (PSL Piast).
Jeśli chodzi o koalicjanta Platformy, czyli PSL, to media wymieniają Eugeniusza Kłopotka i szefa sejmowej komisji ds. UE Andrzeja Grzyba, także Janusza Piechocińskiego, który jednak zapowiada, że ze względów osobistych raczej nigdzie nie wyjedzie.
W SLD do wyjazdu gotowi są natomiast Tadeusz Iwiński i Jolanta Szymanek-Deresz oraz obecny wiceprzewodniczący PE - Marek Siwiec.
Zainteresowania miejscem w Parlamencie Europejskim nie kryje były premier Józef Oleksy, który po skandalu z nagraniami prywatnych wypowiedzi w biurze biznesmena Aleksandra Gudzowatego, w których bardzo niekorzystnie wypowiadał się o swoich partyjnych, został zawieszony w prawach członka SLD. Potem zrezygnował z członkostwa w tej partii i zajął się doradzaniem Samoobronie. Wydaje się, że liczy na miejsce z list SLD.
Natomiast eurposeł Paweł Piskorski, który wyszedł z PO, w najbliższych wyborach ma podobno startować z list Partii Demokratycznej-demokraci.pl
Jest o co się bić – zagrzewają media żonglując nazwiskami. Od nowej kadencji Parlamentu, czyli od 2009 roku wejdzie bowiem w życie Statut posłów do PE, który wprowadza m.in. zmiany finansowe.
Poseł do PE wybrany w czerwcu 2009 ma dostawać prawie 7,5 tys. euro miesięcznie budżetu UE. To mniej więcej 2,5 raza więcej niż w tej kadencji. Dotychczas bowiem wszyscy europarlamentarzyści opłacani są z budżetów swoich krajów i otrzymują tyle samo, co posłowie do ich parlamentu krajowego.
Jednak - wobec bardzo dużego zróżnicowania tych pensji - europosłowie będą mieli prawo wyboru – chętni będą mogli pozostać przy wynagrodzeniu w dotychczasowej wysokości pobieranych w dalszym ciągu z budżetu swojego kraju. Przewiduje się, że skorzystają z tego np. Włosi, którzy obecne zarabiają najwięcej, znacznie więcej niż wysokość nowej ujednoliconej pensji. (b)










