Reklama
Zaproszeni zostali także polscy politycy: premier Donald Tusk, marszałkowie Sejmu i Senatu, minister spraw zagranicznych oraz dziekan Korpusu Dyplomatycznego i ambasadorowie państw członkowskich Unii Europejskiej.
Premier Donald Tusk z satysfakcją przyjął wiadomość o planowanej uroczystości. Jak powiedział w Sejmie, "lepiej późno, niż wcale".
Lech Kaczyński wielokrotnie zapowiadał, że podpisze Traktat Reformujący UE po przyjęciu tego dokumentu przez Irlandczyków. Uroczystość kończąca proces ratyfikacyjny w Polsce ma się odbyć tydzień po podaniu pozytywnego wyniku powtórnego referendum w Irlandii.
Po przyjęciu Traktatu w Polsce, jedynym państwem członkowskim, który jeszcze ma to przed sobą będą Czechy.
Eurosceptyczny prezydent Vaclav Klaus - który wielokrotnie krytykował traktat i zapowiadał, że go nie podpisze - nie spieszy się jednak z zakończeniem procesu ratyfikacyjnego w Czechach. Teraz czeka na powtórne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.
Jak podało polskieradio.pl powołując się na wypowiedź premiera Szwecji - który po tygodniach starań dodzwonił się do Vaclava Klausa - czeski prezydent domaga się ponadto zmian w zapisach Traktatu. "Poprosił o dodanie dwóch zdań, w formie przypisów, do Karty Praw Podstawowych" - cytuje Polskie Radio szefa szwedzkiego rządu.
Nie wiadomo jednak, o jakie zdania chodzi. Wiadomo natomiast, że taka prośba Klausa jest teraz praktycznie niemożliwa do spełnienia. Zmiany w traktacie wymagałyby bowiem rozpoczęcia procesu ratyfikacji na nowo, który w 25 krajach został już zakończony, a Polsce ma być uroczyście zakończony w sobotę.
W opinii wielu obserwatorów, Klaus chciałby odwlec podpisanie dokumentu ratyfikującego Traktat Lizboński do czasu ogłoszenia wyników wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, które mają się odbyć w maju przyszłego roku.
Brytyjscy konserwatyści, którym sondaże dają przewagę 12-15 punktów procentowych, apelują bowiem do czeskiego prezydenta o niepodpisywanie nowego Traktatu UE. W oficjalnym stanowisku partii zapowiadają oni rozpisanie w Wielkiej Brytanii referendum, o ile zdążą przejąć tam władzę zanim wszystkie państwa członkowskie UE przyjmą Traktat. Wynik takiego głosowania wydaje się być przesądzony, bo Brytyjczycy są najbardziej eurosceptycznym społeczeństwem w UE.
W piątek do Pragi ma przyjechać szef PE Jerzy Buzek i przekonywać Klausa do podpisania traktatu z Lizbony. Buzek wielokrotnie zapewniał, że nie zamierza wywierać presji na czeskiego prezydenta, a jedynie przedstawić mu swoje argumenty. W czasie środowej konferencji prasowej w Brukseli podkreślił, że ratyfikacja jest suwerenną decyzją każdego z krajów członkowskich. „Ale musimy mówić o kosztach, jakie płaci Europa czekając na tę decyzję. 500 milionów obywateli Europy czeka. Zamiast zajmować się zmianami klimatycznymi, bezrobociem, kryzysem jesteśmy tu, by wciąż mówić o instytucjach” - tłumaczył Buzek. (bea)











