Reklama
Podpis prezydenta Czech – ostatniego państwa UE, które nie ratyfikowało jeszcze tego dokumentu - umożliwia wprowadzenie go w życie. Może to nastąpić już 1 grudnia, bo – według zapisów w tym traktacie - wchodzi on w życie „pierwszego dnia miesiąca następującego po złożeniu do depozytu dokumentu ratyfikacyjnego" w Rzymie, przez ostatni kraj członkowski UE.
Wcześniej ma się odbyć specjalny szczyt UE, na którym uzgodniony zostanie skład nowej Komisji Europejskiej, a 25 listopada Parlament Europejski ma rozpocząć przesłuchania osób desygnowanych na komisarzy.
Znany z eurosceptycyzmu Klaus zastrzegł co prawda, że nie zgadza się z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, ale dokument ratyfikacyjny podpisał. Rano Trybunał uznał ten dokument za zgodny z czeską ustawą zasadniczą. „Traktat z Lizbony - jako całość - nie jest sprzeczny z czeskim porządkiem konstytucyjnym” - oświadczył w Brnie prezes TK Pavel Rychetsky.
„Oczekiwałem wyroku Trybunału i respektuję go, choć się z nim nie zgadzam” - powiedział Klaus informując o podpisaniu Traktatu. Sam wyrok określił jako "politycznie zaangażowaną obronę Traktatu z Lizbony". Prezydent Czech tłumaczył, że nie może się zgodzić z treścią dokumentu "skoro poprzez wejście Traktatu Lizbońskiego w życie, wbrew politycznemu poglądowi Trybunału Konstytucyjnego, Republika Czeska przestanie być suwerennym państwem".
„Ta zmiana - na dziś i na przyszłość - legitymizuje dążenia tej części naszego społeczeństwa, dla której sprawa naszej narodowej i państwowej egzystencji nie jest obojętna i która nie chce się z tym rezultatem pogodzić” - napisał Klaus w specjalnym oświadczeniu przytoczonym przez wprost24.pl.
W zeszłym tygodniu zebrani w Brukseli unijni przywódcy zgodzili się, żeby Czechy - zgodnie ze swoim żądaniem - zostały wyłączone spod zapisów Karty Praw Podstawowych - integralnej części traktatu. Ma to ma uchronić Czechów przed ewentualnymi roszczeniami majątkowymi wysiedlonych po wojnie Niemców sudeckich.
„Jestem bardzo zadowolony, że prezydent Klaus podpisał Traktat z Lizbony. Jego podpis kończy zbyt długi okres zajmowania się w UE sprawami instytucjonalnymi. Otwiera drogę do bardziej demokratycznej, przejrzystej i skutecznej Unii” – powiedział Frederik Reinfeldt, premier Szwecji, która przewodniczy Unii w tym półroczu. Zapowiedział przy tym, że zwoła nadzwyczajny szczyt UE poświęcony wyborowi przewodniczącego Rady Europejskiej, nazywanego też prezydentem Unii i unijnego „ministra spraw zagranicznych”. Te dwa nowe stanowiska wprowadza właśnie Traktat Lizboński.
Specjalny komunikat wydał z tej okazji wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej Javier Solana. „Jestem niezmiernie zadowolony, że Prezydent Vaclav Klaus podpisał dziś Traktat Lizboński. Wszystkie przeszkody zostały wsunięte z drogi ku natychmiastowemu wprowadzeniu Traktatu, co otworzyło nowe pole działań dla Unii Europejskiej. Traktat Lizboński uczyni naszą pracę bardziej koherentną i skuteczniejszą, dając nam silniejszy głos na scenie międzynarodowej" – napisał Solana.
Zadowolenie wyraził też szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. „To wspaniała wiadomość. Wiadomość, na którą czekaliśmy tak długo” - powiedział.
Oświadczył przy tym, że PE jest gotów do przesłuchań kandydatów do nowej Komisji Europejskiej, która tworzona będzie już na podstawie nowego Traktatu. „Potrzebujemy nowej i silnej KE tak szybko, jak to tylko możliwe” – dodał przewodniczący unijnego zgromadzenia.
Niezbyt zadowoleni z takiego obrotu sprawy byli natomiast brytyjscy konserwatyści, którzy wcześniej apelowali do Klausa o niepodpisywanie Traktatu i zapowiadali rozpisanie referendum w sprawie tego dokumentu UE, jeśli tylko uda im się wygrać wybory w czerwcu przyszłego roku. Ich przywódca, David Cameron zapowiedział na środę konferencję prasową, na której ma poinformować o planach Partii Konserwatywnej - największego eurosceptycznego ugrupowania politycznego w UE.
Traktat Lizboński ma pozwolić na unowocześnienie unijnych instytucji i usprawnienie ich funkcjonowania. Wprowadza np. dwa nowe stanowiska: przewodniczącego Rady Europejskiej, czyli tzw. prezydenta UE i wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, tzw. szefa unijnej dyplomacji, który będzie jednocześnie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. Znacznie więcej decyzji niż dotychczas Rada UE będzie podejmować większością głosów.
Traktat zdecydowanie zwiększa też rolę Rady Europejskiej (tzw. unijnych szczytów) i Parlamentu Europejskiego. Silniejsza będzie również rola parlamentów poszczególnych krajów członkowskich (będą m.in. konsultować część unijnych decyzji), a obywatele zyskają inicjatywę prawodawczą (zebranie podpisów miliona obywateli Wspólnoty uprawnia do wystąpienia do Komisji Europejskiej z wnioskiem o przedstawienie projektu w danej sprawie).
Po wejściu w życie traktatu z Lizbony Polska zyska jednego posła w Parlamencie Europejskim (będzie ich 51), a korzystniejsze dla naszego kraju zasady głosowania w Radzie będą obowiązywały do 2014 roku. Traktat z Lizbony wprowadza bowiem zasadę podwójnej większości państw (55 proc.) i obywateli (65 proc.). W efekcie przyjęcia tego rozwiązania wartość polskiego głosu - która dziś jest równa 93 proc. wartości najsilniejszego w Unii głosu (Niemiec) - spadnie do 48 proc. Jednak jeszcze przez kolejne trzy lata po 2014 roku możliwe będzie odwołanie do nicejskiego systemu głosowania na specjalne życzenie jednego z krajów członkowskich.
Ponadto razem z Traktatem wchodzi w życie również Karta Praw Podstawowych, jako dokument prawnie zobowiązujący, a także tzw. karta energetyczna, która ma zwiększyć bezpieczeństwo dostaw energii, wspierać efektywność energetyczną i oszczędności energii, a także rozwój nowych i odnawialnych źródeł energii.
Po raz pierwszy od początku istnienia Wspólnoty w Traktacie Lizbońskim przewidziano także zasady wystąpienia państwa członkowskiego z UE. (bea)











