Reklama
"Jeśli mamy zmienić traktat, by redukować prawo do głosowania krajów członkowskich, to uważam to za nie do zaakceptowania. Mówiąc szczerze jest to nierealistyczne. Nie uda się osiągnąć jednomyślności w tej sprawie, a dla zmiany traktatu jednomyślność jest niezbędna" – cytuje za PAP gazeta.pl czwartkową wypowiedź szefa KE z konferencji prasowej po zakończeniu Szczytu Społecznego w Brukseli, poprzedzający szczyt przywódców 27 państw UE.
Jak podaje za PAP gazeta.pl, również w ocenie szefa polskiego rządu „egzotyczny” i „mało prawdopodobny” jest postulat wprowadzenia do traktatu kary zawieszenia prawa głosu niesubordynowanym państwom członkowskim Unii.
Na razie uzgodnione przez kraje członkowskie sankcje za brak dyscypliny budżetowej mają obowiązywać tylko w strefie euro. Komisja Europejska zapowiedziała, że sankcje dla wszystkich krajów Wspólnoty zaproponuje na kolejnym etapie. Miałyby one polegać na zawieszaniu wypłat z unijnych funduszy - rolnych czy strukturalnych.
Tę propozycję polski premier przyjął z rezerwą. "Staraliśmy się przez ostatnie tygodnie, żeby nie było pomysłów, że główną sankcją będzie redukcja albo eliminacja środków funduszy spójności. Żeby nie było tak, że wszyscy się martwimy o dyscyplinę, no to łup: tych biedniejszych będziemy dyscyplinować" - tłumaczył Tusk.
Drugi postulat Niemiec i Francji, by do traktatu wprowadzić prawne podstawy niezbędne do utworzenia mechanizmu antykryzysowego dla krajów strefy euro, jest – zdaniem Barroso – do rozważenia.
„Jeśli zmiana traktatu ma dotyczyć odpowiedzi na kryzys, to możemy to przedyskutować” – powiedział. Szef KE zaapelował jednak, by skoncentrować się na treści, a nie na procesie tę zmianę wprowadzającym.
Tusk poinformował w czwartek, że Polsce odpowiadają zmiany traktatu UE prowadzące do zwiększenia dyscypliny budżetowej.
„Jestem dość spokojny, że jeśli chodzi o dyskusję na temat tempa zmian i terminarza zmian traktatu, to wbrew pozorom nie dojdzie do politycznej jatki, a Polska na pewno nie będzie blokowała zmian, które zwiększą dyscyplinę budżetową UE jako całości" – zapowiedział jeszcze przed Społecznym Szczytem.
Oczekuje się, że niemiecko-francuskie propozycje zmian unijnego traktatu zdominują czwartkowo-piątkowy szczyt UE.
W zeszłym tygodniu kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy zaproponowali, by zmienić traktat w najbliższych dwóch latach (do 2013 roku). Większość państw członkowskich opowiada się jednak przeciw podejmowaniu takiego ryzyka przypominając kłopoty z ratyfikacją unijnej konstytucji i Traktatu Lizbońskiego. Proponują w zamian poszukiwanie rozwiązań "w ramach istniejącego porządku prawnego", które nie wymagają jednomyślności koniecznej do wprowadzenia zmian w traktatach.
Niemcy mają poważny argument, by domagać się zmiany traktatu – przypominają media. Poparli bowiem utworzenie specjalnego mechanizmu ratowania krajów strefy euro o wartości 750 mld euro, którego główny ciężar sami mieliby ponosić. Wygasa on jednak za trzy lata.
Ponadto – zwracają uwagę media elektroniczne - niewykluczone, że mechanizm ten zakwestionuje niemiecki Trybunał Konstytucyjny, bowiem Traktat Lizboński nie zezwala partnerom ratować bankrutującego kraju. Wyrok w tej sprawie ma zapaść w przyszłym roku. Berlin chciałby wprowadzić do traktatu takie zmiany, które wprowadzałyby nowy mechanizm, narzucający danemu krajowi drastyczny program naprawczy, a krajom, które uporczywie łamią dyscyplinę budżetową, osłabiając euro - za karę pozbawiać głosu.
Poza Francją i Niemcami za dyscyplinującymi zmianami traktatowymi opowiedziały się dotychczas dwie kolejne prezydencje: Węgry (pierwsza połowa przyszłego roku) i Polska (której przewodnictwo zaczyna się 1 lipca i trwa do końca roku).
W czwartek Tusk zapowiedział ponadto, że w ramach dyskusji o zmianach traktatowych, Polska chce zrealizować swój postulat odliczania kosztów przeprowadzonej reformy emerytalnej od długu i deficytu publicznego.
"Przy okazji każde państwo formułuje swój postulat - naszym postulatem jest inny sposób traktowania państw, które zainwestowały tak dużo jak Polska w reformę emerytalną i to jest (nasz) główny cel" - powiedział szef polskiego rządu.
Po odmowie wprowadzenia zmian do statystycznej metodologii liczenia, Polska zamierza domagać się zapisu we wnioskach końcowych ze szczytu, że koszty OFE zostaną "na stałe i trwale" wykluczone przy decyzjach o wszczynaniu procedur karnych dla państw z nadmiernym zadłużeniem i deficytem.
Chodzi o to – wyjaśniają media - by obecnie obowiązujący w Pakcie Stabilności i Wzrostu dopuszczalny pułap deficytu w wysokości 3 proc. PKB i długu w wysokości 60 proc. został odpowiednio podwyższony dla tych państw Unii, które przeprowadziły już reformę emerytur.











