Reklama
Na zaplanowany na środę i czwartek szczyt UE wybierają się wciąż zarówno prezydent jak i premier. Spotkanie unijnych przywódców ma być poświęcone przede wszystkim kryzysowi finansowemu, jednak szczyt ma się zająć również zmianami klimatycznymi i przyszłością Traktatu Lizbońskiego.
Spór dotyczący składu delegacji, a właściwie tego kto stanie na jej czele, trwa od kilku dni. Prezydent zapowiedział bowiem, że będzie w Brukseli, a premier może lecieć z nim. Premier odpowiedział specjalną uchwałą rządu, która głosi, że o składzie delegacji na unijne szczyty decyduje premier. Tymczasem Donald Tusk wolałby sam przewodniczyć polskiej delegacji.
Lech Kaczyński uzasadnia swoją obecność w Brukseli tym, że na najbliższym spotkaniu unijnych przywódców omawiane będą m.in. sprawy Gruzji i Traktatu Lizbońskiego – a to leży w sferze jego kompetencji i zainteresowań.
Tymczasem w piątek okazało się, że pilot z drugiej załogi się rozchorował, więc leci tylko jeden samolot: z premierem i delegacją rządową. Wiadomość o niespodziewanej chorobie pilota potwierdził szef Kancelarii Prezydenta.
Piotr Kownacki oskarżył też rząd, że nie informuje prezydenta o programie szczytu UE, a prezydent o wszystkim musi dowiadywać się od Nicolasa Sarkozy'ego, prezydenta Francji, która w tym półroczu przewodniczy UE.
Kownacki zapowiedział ostatnio w mediach, że do spotkania Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska w sprawie szczytu Unii Europejskiej w Brukseli dojdzie na początku tygodnia. Wcześniej minister zażartował, że najpierw musi sprawdzić czy premier nie wyjeżdża w tym czasie do Pernambuco.
W ten sposób odniósł się do swojej wcześniejszej wypowiedzi informującej, że Rada Gabinetowa, zwołana przez prezydenta w związku ze światowym kryzysem finansowym, odbędzie się w poniedziałek. Później się z tej informacji wycofał, bo okazało się, że szef rządu będzie w tym czasie w Pekinie, o czym Kancelaria prezydenta – jego zdaniem - nic nie widziała.
Natomiast sam prezydent powiedział w niedzielę, że chciałby się spotkać z Tuskiem w cztery oczy, bez otoczenia premiera, które – w jego opinii - dąży do konfliktu. Dodał, że już w sobotę próbował dodzwonić się do szefa rządu w sprawie spotkanie nt. szczytu w Brukseli, ale mu się nie udało. Zapewnił jednak, że zaprasza premiera do siebie „w poniedziałek na godziny popołudniowe, nocne, kiedy chce”.
Szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak twierdzi jednak, że żadne zaproszenie od prezydenta jeszcze nie dotarło. (bea)










