Reklama
Wyniki ostatniego sondażu przeprowadzonego na zamówienie PE wskazują, że tylko 34 proc. uprawnionych do głosowania powiedziało, że na pewno weźmie udział w głosowaniu, a 19 proc. – że zdecydowanie nie pójdzie do urn.
Jednak – podkreśla EurActiv – dokładnie takie same wyniki: 34 proc. chcących i 19 proc. nie chcących uczestniczyć w wyborach, odnotowano w badaniach (przeprowadzonych co prawda tylko w krajach „15”) przed poprzednimi wyborami do unijnego zgromadzenia w 2004 roku. Wtedy najwięcej – bo 82 proc. deklarujących udział w wyborach – było w Grecji, a najmniej – 34 proc. – w Wielkiej Brytanii.
Teraz najwięcej chętnych jest w Belgii (70 proc.), natomiast najbardziej eurosceptyczni Brytyjczycy tradycyjnie najchętniej by nie głosowali (30 proc. zapowiedziało, że do urn na pewno nie pójdzie).
Badania wskazują, że wyborcy rekrutują się wyłącznie spośród tych, którzy w sondażach przedwyborczych deklarują, że „na pewno” lub „prawdopodobnie” wezmą udział w głosowaniu.
Od czasu pierwszych wyborów do PE w 1972 roku frekwencja wciąż spada sygnalizując powiększanie się przepaści między obywatelami UE i władzami unijnych instytucji. W ostatnich wyborach 2004 roku uczestniczyło 45,5 proc. uprawnionych do głosowania, podczas gdy w 1972 roku – 63 proc.
Parlament Europejski, zaniepokojony spadająca frekwencją, przeprowadzi instytucjonalną kampanię profrekwencyjną we wszystkich krajach członkowskich. Dzięki niej zamierza powiększyć wiedzę o unijnym zgromadzeniu i zainteresowanie czerwcowymi wyborami. W efekcie ma to przyciągnąć do urn niezdecydowanych.
Ponieważ badania wykazały, że grupą najmniej zainteresowaną udziałem w wyborach do PE są studenci, na początku tego miesiąca Komisja Europejska rozpoczęła wspólnie z MTV ogólnounijną kampanię zachęcającą młodych ludzi do udziału w czerwcowym głosowaniu. (bea)










