Reklama
Informacja ta znalazła się w amerykańskim tygodniku Newsweek. Tamminen zapewnia tam, że były gubernator Kalifornii chciałby objąć stanowisko utworzone na podstawie Traktatu Lizbońskiego, które obecnie zajmuje polityk flamandzki, były premier Belgii, Herman Van Rompuy.
Podkreśla też, że w nadchodzących latach Unii Europejskiej potrzebny będzie przewodniczący „na największą skalę, zdolny skonsolidować Europę”. Tymczasem – zauważa – Francuzi nie chcą Niemca, Niemcy Włocha. Więc może dobrym wyjściem byłby wybór Europejczyka ze Stanów Zjednoczonych, któremu nieobca byłaby zjednoczeniowa wizja Washingtona lub Jeffersona – rozważa były szef gabinetu Schwarzeneggera.
Okazuje się z punktu widzenia prawa, to nie jest niemożliwe. Żeby zając wysokie stanowisko w unijnych strukturach trzeba bowiem przede wszystkim być obywatelem jednego z państw członkowskich - wyjaśnia prawnik François-Xavier Priollaud. A urodzony w 1947 roku w Austrii Arnold Schwarzenegger mimo, że od 43 lat mieszka w USA, ma podwójne obywatelstwo.
Fakt, że urodził się poza Stanami Zjednoczonymi uniemożliwia byłemu gubernatorowi Kalifornii wybór na prezydenta tego kraju, ale fakt, że niemal całe życie spędził poza Europą nie uniemożliwia mu bycia "prezydentem" Unii Europejskiej. Nie może tylko sprawować mandatu narodowego strukturach UE.
Jednak – jak podkreślił Olivier Costa, profesor z Kolegium Europejskiego w Brugii – politycznie taka sytuacja jest niemożliwa. Unijny traktat nie precyzuje co prawda warunków, jakie ma spełnić kandydat na szefa Rady Europejskiej, jednak musi on zostać wybrany kwalifikowaną większością głosów szefów państw i rządów podczas obrad unijnego szczytu.
Tak więc kandydaturę Schwarzeneggera musiałby zgłosić któryś z unijnych przywódców, a potem musiałby jeszcze uzyskać większość głosów członków Rady Europejskiej. „Hipoteza mało realna” – konstatuje euractiv.fr. (bba)











