Reklama
Czeska prezydencja w UE była głównym tematem debaty poprzedzającej środowe głosowanie. Premier Mirek Topolanek podkreślił, że tylko jego rząd może zagwarantować, że czeska prezydencja nie okaże się kompromitacją.
Rząd Topolanka tworzony przez partie ODS, KDU-CLS i Zielonych (SZ) nie posiada w parlamencie większości i jest zdany na poparcie tuzina niezależnych posłów. Podczas ostatniego głosowania nad wotum nieufności dla rządu - już czwartym, które gabinetowi Topolanka udało się przetrwać od momentu powołania – przeciwko rządowi opowiedziało się 96 a za 97 deputowanych. Do podjęcia decyzji o obaleniu rządu potrzebnych było aż 101 głosów.
Środowe głosowanie nie daje jednak Topolankowi wielkiego pola manewru, gdyż już w weekend odbędzie się druga tura wyborów, w której na nowo wybierana jest jedna trzecia senatorów. Opozycyjni socjaldemokraci i komuniści będą wówczas najprawdopodobniej dysponować w Senacie większością głosów.
Według ekspertów przyszłość rządu Topolanka zależy bezpośrednio od wyniku wyborów do Senatu. Kiepski rezultat wyborczy partii wchodzących do koalicji może skłonić premiera do podania się do dymisji. W takim wypadku unijną prezydencję w pierwszej połowie 2009 roku przejąłby rząd przejściowy. (tmw)










