Reklama
Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego przedstawił w rozmowie z Newsweekiem.pl kilka możliwych rozwiązań.
Pierwsze, to poseł-obserwator wybrany do czasu zakończenia procesu ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego we wszystkich 27 państwach członkowskich UE. W momencie wejścia tego dokumentu w życie zyskiwałby on pełne prawa europarlamentarzysty. "To dość dyskusyjne rozwiązanie, bo to taki poseł-nieposeł. Niby uczestniczy w obradach a głosować nie może" – uważa konstytucjonalista. Przyznał jednak, że niektóre kraje UE przyjęły takie właśnie rozwiązanie.
Druga możliwość, to pozostawienie 50 europarlamentarzystów przez całą najbliższą kadencję, a 51 wybrać dopiero na następną. Zdaniem Piotrowskiego nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie. "Bo jeśli możemy mieć więcej posłów, choćby o jednego, to wykorzystajmy to" - powiedział.
Można byłoby także - według niego - zmienić ordynację tak, żeby do Parlamentu Europejskiego dostał się ten, kto zdobył największą liczbę głosów wśród wszystkich kandydatów, ale zbyt mało, żeby stać się członkiem PE, lub ten z największym w całym kraju procentem głosów zdobytych w swoim okręgu.
"Przeprowadzenie ogólnopolskich wyborów raczej nie wchodzi w grę" - uważa konstytucjonalista. Jest to - w jego ocenie - zbyt kosztowne i trudne do przełknięcia dla prawników. Piotrowski zwrócił uwagę, że gdyby cały kraj był jednym okręgiem wyborczym, to ten brakujący europoseł miałby legitymację niemal prezydencką.
"Należy zmienić ordynację tak, by dodatkowym posłem został kandydat z największą ilością głosów na listach okręgowych, a który nie znalazł się w pierwszej 50" - konkluduje konstytucjonalista. Przyznaje, że jest to " trochę przypadkowe, być może i niesprawiedliwe", ale nie lepszej metody widzi.
Według Piotrowskiego, od dawna można było przewidzieć, że Traktat Lizboński ma szanse wejść w życie i przygotować się na taką ewentualność. "Władze nie powinny być zaskoczone takim obrotem sprawy" - ocenił. Jednak - jego zdaniem - nie ma niczyjej winy w tym, że Sejm nie przewidział rozwiązania na taką sytuację.
Konstytucjonalista przypomina, że w 2004 roku przyjęto - zgodnie z prawem europejskim - że posłów będzie 54. Ale po rozszerzeniu Wspólnoty o Rumunię i Bułgarię - liczba europarlamentarzystów przypadających Polsce zmniejszyła się: po dostosowaniu unijnego prawa do większej liczby państw członkowskich możemy ich mieć tylko 50.
Polski ustawodawca uchwalił więc zmianę przewidującą wybór takiej liczby posłów jaką zakłada prawo UE, jednak prezydent zaskarżył nowelizację ordynacji wyborczej do Trybunału Konstytucyjnego.
Piotrowski podkreśla, że zostaliśmy więc z regulacją mówiącą o 54 mandatach. W tej sytuacji zastosowaliśmy - zamiast polskiego – prawo Unii Europejskiej: wybraliśmy na kadencję 2009-2014 tylko 50 europosłów. (bea)










