Reklama
Przed podpisaniem dokumentu prezydent jeszcze raz wyjaśniał powody zwłoki z ratyfikacją traktatu. Kaczyński czekał, aż Irlandczycy w powtórzonym referendum opowiedzą się jego przyjęciem. „Dopiero zmiana decyzji Irlandii spowodowała, że traktat odżył”, wyjaśniał prezydent podczas uroczystości.
Prezydent stwierdził, że negocjacje w sprawie traktatu były sukcesem Polski i podkreślił zasługi w tym zakresie w ówczesnego rządu, minister spraw zagranicznych Anny Fotygi oraz rządowych negocjatorów. Zdaniem Kaczyńskiego traktat wprowadza w UE „zmianę jakościową”, jednak „Polska była, jest i pozostanie państwem suwerennym”.
W przemówieniu Kaczyński zaapelował o kontynuowanie procesu rozszerzenia unii. Zaznaczył, że Ukraina i Gruzja muszą mieć szansę dołączyć do wspólnoty. „Nie wolno odbierać nadziei”, podkreślił prezydent.
Traktat z Lizbony przewiduje powołanie stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, określanego nieco mylnie prezydentem Europy, oraz przedstawiciela ds. polityki zagranicznej. Państwa członkowskie utracą prawo weta w około połowie zagadnień podlegających europejskim uregulowaniom. Dzięki temu sprawniej zapadać mają decyzje w unii liczącej już 27 członków. Wzmocniona zostanie pozycja Parlamentu Europejskiego, który będzie miał wpływ na unijny budżet. Europejski Bank Centralny będzie oficjalną unijną instytucją, a euro staje się walutą wspólnoty.
Aby Traktat Lizboński wszedł w życie, konieczny jest jeszcze tylko podpis prezydenta Czech Vaclava Klausa. Traktat zatwierdził już czeski parlament. Prezydent domaga się jednak uzupełnienia tekstu traktatu zapis, który ograniczy obowiązywanie Karty Praw Podstawowych wobec Czech. Klaus chce w ten sposób zabezpieczyć Czechów przed groźbą zgłaszania w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości roszczeń majątkowych Niemców wysiedlonych po wojnie na mocy dekretów Benesza. (tmw)











