Reklama
Kierowane przez irlandzkiego polityka, milionera Declana Ganleya stowarzyszenie zdobyło popularność dzięki zeszłorocznej kampanii przeciwko ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przeprowadzonej przed referendum w Irlandii.
Irlandzki eurosceptyk postanowił potem założyć paneuropejską partię jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wśród jej założycieli byli: Liga Polskich Rodzin, Liga Północna Umberto Bossiego z Włoch, Ruch dla Francji Philippe de Villiersa oraz partie narodowe z Czech i Irlandii. Galeny`owi udało się zebrać posłów znanych z eurosceptycznych poglądów z siedmiu krajów - obok Irlandii – również z Francji, Grecji, Bułgarii, Finlandii, Estonii i Polski.
A właśnie reprezentacja co najmniej jednej czwartej krajów członkowskich (czyli w siedmiu) przez członków Parlamentu Europejskiego, parlamentów narodowych lub regionalnych, jest warunkiem otrzymania statusu partii europejskiej. Ponadto taka partia w swym programie i działalności musi przestrzegać unijnych zasad, przede wszystkim wolności, demokracji, poszanowania praw człowieka i podstawowych swobód oraz zasad prawa. Musi też uczestniczyć w wyborach do Parlamentu Europejskiego lub wyrazić intencję uczestnictwa w najbliższych wyborach.
Wniosek o uznanie Libertas za europejską partię polityczną trafił do PE pod koniec ubiegłego roku. Jeszcze w poniedziałek wieczorem w Strasburgu biuro Parlamentu Europejskiego ma wydać decyzję o uznaniu nowej, europejskiej partii politycznej. A z tym właśnie wiąże się dotacja. Jej wysokość obliczana jest na podstawie liczby członków danej partii - Libertas może liczyć na ok. 200 tys. euro.
Do wszystkich europejskich partii politycznych (i współpracujących z nimi fundacji) trafia rocznie ok. 10 mln euro ze wspólnotowego budżetu.
Partia Ganleya dostanie dotacje dzięki temu, że jej siódmy oddział właśnie zarejestrowano w Polsce. Otwierając w poniedziałek siedzibę w Warszawie irlandzki polityk podkreślił, że Polska w ten sposób wpisuje się w utworzenie nowego paneuropejskiego ruchu, który w różnych krajach UE w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego wystawi kandydatów pod hasłem "Nie dla Traktatu z Lizbony".
„To jest wyjątkowy dzień dla całego stowarzyszenia i jednocześnie dowód dla Brukseli, że Libertas jest prawdziwie paneuropejskim ruchem politycznym, z którym musi zacząć się liczyć” – cytują elektroniczne media za PAP wypowiedź Irlandczyka ze spotkania z dziennikarzami. Ganley powiedział też, że jego ugrupowanie nie będzie korzystać z unijnej dotacji w czasie kampanii wyborczej do PE. „Nie, dopóki wyborcy nie przyznają nam mandatu, by wydawać pieniądze podatnika” - zapewnił.
W skład polskiego oddziału Libertas wchodzą m.in. eurodeputowani związani z LPR i Samoobroną: Sylwester Chruszcz i Dariusz Grabowski oraz Mateusz Piskorski. Szefem biura w Polsce został były poseł LPR Daniel Pawłowiec.
Według przewodniczącego rady politycznej nowej prawicowej formacji Naprzód Polsko Dariusza Grabowskiego, “naczelną strukturą” Libertas w Polsce będzie właśnie jego partia. Liderami Naprzód Polsko są byli politycy Ligi Polskich Rodzin, a prezesem - były wicemarszałek Sejmu (były poseł PSL) Janusz Dobrosz. Nową paneuropejską partię eurosceptyków mają współtworzyć w Polsce również członkowie PSL “Piast” Zdzisława Podkańskiego i UPR.
Kariera polityczna – przypomina portal tvn24 - czterdziestoletniego przedsiębiorcy z miasteczka Galway, Declana Galeny`a - nazywanego w Irlandii "człowiekiem +nie+" - zaczęła się od tego, że zmusił premiera Irlandii Briana Cowena do przyznania, że "nie przeczytał Traktatu Lizbońskiego w całości". (bea)







