Reklama
Według tego źródła, do monitoringu przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wytypowano 15 krajów członkowskich - obok Polski, m.in. Rumunię, Niemcy i Czechy.
„Kraje zostały wybrane na podstawie konkretnych kryteriów” – przytacza słowa Jensa-Hagena Eschenbaechera z OBWE tvp.info.
Jak wyjaśniał, wybór Organizacji uwzględniał reprezentację dużych i małych państw, nowych i starych członków Unii oraz ich położenie geograficzne. Dodał, że misja obserwacyjna we wszystkich 27 krajach Wspólnoty jest niemożliwa ze względów organizacyjnych.
Obserwatorzy OBWE mają w Polsce spędzić tydzień. W tym czasie mają przyglądać się rejestracji wyborców (także tych, którzy nie są obywatelami Polski), obserwować finansowanie kampanii wyborczej i frekwencję, a także informacje, jakich wyborcom udzielają instytucje UE. Mają też zwrócić uwagę na proporcję problemów europejskich do krajowych poruszanych w kampanii wyborczej.
Wiceszef sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej Karol Karski (PiS) uważa misję OBWE w Polsce za „marnotrawstwo pieniędzy”. „Jest wiele państw w Europie i na świecie, gdzie takie misje obserwacyjne są o wiele potrzebniejsze, gdzie naprawdę trzeba patrzeć czy nie są łamane prawa wyborcze i prawa demokracji” – powiedział tvp.info.
Przypomniał przy tym zamieszanie wokół misji tej organizacji z 2007 roku, kiedy ówczesna szefowa MSZ Anna Fotyga nazwała ją „niestosowną” podkreślając, że Polska jest krajem demokratycznym, w którym nie trzeba monitorować procesu wyborczego. „Teraz organizacja chce zachować twarz. Nie mogą nie wysłać misji, żeby nie wyszło, że chcieli przyjeżdżać do Polski tylko jak rządził tu PiS ” – dodał Karski.
Natomiast według szefa sejmowej komisji spraw zagranicznych Krzysztofa Liska (PO) obserwatorzy OBWE w czasie wyborów nie są niczym szczególnym. „Takie misje odbywają się w różnych krajach, zarówno w młodych, jak i starych demokracjach. To, że przyjeżdża OBWE, nie znaczy, że łamane są jakieś prawa” – powiedział. Poseł PO podkreśla, że Polska nie ma nic do ukrycia. „Nie ma się czego obawiać. Polskie przepisy i procedury są transparentne. Obserwatorzy wynudzą się w Polsce” – przewiduje Lisek. (bea)










