Reklama
Mimo wcześniejszych uzgodnień wewnątrz nowej, 55-osobowej frakcji europarlamentu - Europejskich Konserwatystów i Reformatorów - rywalizację wygrał jego kolega z rodzimej grupy, Edward McMillan-Scott.
Brytyjczyk - dotychczasowy wiceszef PE, który w PE jest od 1984 roku - zgłosił swoją kandydaturę „samowolnie”, ale zgodnie z regulaminem PE. Został zresztą za to wyrzucony z frakcji.
Polityk PiS ostatecznie odpadł w trzecim głosowaniu, bo uzyskał najmniej głosów: 174 (dopiero w trzeciej turze głosowań nie jest już wymagana większość bezwzględna).
Okazało się zresztą, że większość bezwzględną już w pierwszej turze uzyskało tylko troje z 15 kandydatów zgłoszonych na 14 stanowisk wiceprzewodniczących: Stawros Lambrinidis (socjalista z Grecji), Rodi Kratsa-Tsagaropulu (chadecka europosłanka również z Grecji) oraz Giovanni Pitella (socjalista z Włoch). Natomiast do eliminacji 15. kandydata, którym okazał się Michał Kamiński, potrzeba było aż trzech tur głosowań.
Zwykle głosowanie w sprawie wiceprzewodniczących PE jest jedno i stanowi formalność (dotychczas wszyscy wytypowani przez frakcje kandydaci zostawali wiceprzewodniczącymi). Jednak tym razem, w wyniku decyzji McMillana-Scotta, było o jednego kandydata więcej niż miejsc.
Jak podał portal wprost.pl, europoseł PiS Jacek Kurski poinformował o „rozsądnej” propozycji, która miałaby wynagrodzić Kamińskiemu porażkę: miałby zostać szefem frakcji. Piastujący to stanowisko brytyjski torys Timothy Kirkhope nie chciał tej informacji komentować. Przyznał jedynie w rozmowie z dziennikarzami, że przedstawił polskiej delegacji pewną ofertę i zapewnił, że zrobi wszystko, żeby Polacy byli „usatysfakcjonowani w ramach grupy”. (bea)










