Reklama
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso wyraził zadowolenie z wyniku głosowania w Pradze. „To ważny sygnał zaangażowania czeskiego parlamentu w sprawy europejskie w chwili, gdy czeskie przewodnictwo w UE pracuje z oddaniem i kompetentnie” - ocenił szef KE. „Mam nadzieję, że traktat zostanie zaakceptowany niezwłocznie przez Senat, aby można było ukończyć proces ratyfikacji” - napisał Barroso w oświadczeniu, które cytuje portal tvn24.
Jednak Senat, gdzie nie brakuje przeciwników unijnego dokumentu, odłożył głosowanie co najmniej do kwietnia. Potem musi go jeszcze podpisać prezydent, a jak wiadomo Vaclav Klaus jest zdeklarowanym eurosceptykiem
Jak pisze tvn24, izba wyższa czeskiego parlamentu odłożyła głosowanie nad ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego po tym, jak jej komisja spraw zagranicznych zaleciła zajęcie się tą sprawą dopiero po uchwaleniu normy, zawierającej tak zwany wiązany mandat rządu. Ma ona zawierać zgodę Izby Poselskiej i Senatu na przekazanie władzom Unii Europejskiej decydujących kompetencji rządu. Takie samo zalecenie złożyła w styczniu Senatowi, jej komisja do spraw Unii Europejskiej.
„Wszystko jest w porządku, nie spotykamy się z żadną negatywną reakcją” – zapewnia senator, a jednocześnie wicepremier do spraw europejskich Alexandr Vondra, rozwiewając obawy partnerów z UE.
Jeśli Senat zagłosuje na "tak", Traktat Lizboński będzie czekał na akceptację prezydenta Klausa. Jednak tez powtarza, że podpisze ratyfikację traktatu, dopiero po ratyfikacji w Irlandii.
Gdyby Traktat Lizboński zależał od czeskiego społeczeństwa, to już byłby w tym kraju ratyfikowany. Jak bowiem wynika z opublikowanego w środę sondażu instytutu badania opinii publicznej STEM, 60 proc. obywateli Republiki Czeskiej opowiada się za przyjęciem nowego traktatu UE. Wynik, choć dobry – zwraca uwagę tvn24 - nie pobił poprzedniego sondażu – na początku sierpnia za Traktatem opowiedziało się aż 64 proc. ankietowanych.
Czechy, które w tym półroczu przewodniczą UE, są obok Irlandii, Polski i Niemiec krajem, gdzie nie zakończył się jeszcze proces ratyfikacji Traktatu z Lizbony. Polska i Niemcy czekają jedynie na podpis prezydenta, natomiast w Irlandii – zgodnie z jej konstytucją – musi zostać przeprowadzone referendum ratyfikacyjne.
Irlandczycy, którzy w czerwcu 2008 roku odrzucili w referendum traktat mający poprawić funkcjonowanie rozszerzonej UE (53,4 proc. „przeciw” wobec 46,6 proc. „za”), przygotowują się do powtórnego referendum. UE zobowiązała się udzielić Irlandii stosownych gwarancji prawnych , żeby rozproszyć ich obawy w pierwszym referendum. Wyniki najnowszego sondażu wskazują, że dziś przyjęcie Traktatu z Lizbony popiera 51 proc. Irlandczyków. Powodem zmiany ich postaw jest kryzys gospodarczy. (bea)








