Reklama
Topolanek nie przewiduje, żeby ostateczne głosowanie w czeskim parlamencie nad ratyfikacją traktatu reformującego Unię Europejską odbyło się jeszcze w tym roku, mimo że Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie uznał, zgodność tego dokumentu z czeską konstytucją.
Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego socjaldemokratyczna opozycja zaczęła zbierać podpisy pod petycją w sprawie zwołania nadzwyczajnej sesji parlamentu jeszcze w tym roku.
Premier Czech obawia się jednak, że eurosceptycy w jego Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) w tym głosowaniu mogliby opowiedzieć się przeciw ratyfikacji. „Mamy dużo czasu i musimy podjąć rozważną decyzję. Szybka ratyfikacja wiązałaby się z nadmiernym ryzykiem” - ocenił.
Zwrócił też uwagę, że "w krajach Europy Środkowej jest coraz więcej przeciwników Traktatu, a dokument i tak nie wejdzie w życie dopóki nie zatwierdzi go Irlandia".
Natomiast zdeklarowany eurosceptyk, jakim jest prezydent Czech Vaclav Klaus, już zapowiedział że dopóki Traktatu Lizbońskiego nie zaakceptuje Irlandia (odrzuciła go w czerwcowym referendum) on nie złoży podpisu pod tym dokumentem, nawet jeśli czeski parlament przegłosuje ratyfikację.
Klaus nie wyklucza ponadto, że ponownie zaskarży założenia Traktatu. Twierdzi bowiem, że "traktat zniszczy demokratyczne mechanizmy czeskiego państwa".
Traktat Lizboński ratyfikowały już parlamenty 25 z 27 krajów UE (pozostały właśnie Czechy i Irlandia), a w Polsce i Niemczech ratyfikacja czeka wciąż na podpisy prezydentów. (bea)










