Reklama
Tym razem czescy senatorowie zakwestionowali zgodność z konstytucją całego traktatu a nie tylko poszczególnych fragmentów, donosi EurActiv Czechy.
Na decyzję trybunału będzie trzeba poczekać być może nawet sześć miesięcy. Prezydent Vaclav Klaus wykorzysta tę zwłokę, by opóźnić ratyfikację traktatu aż do wyborów w Wielkiej Brytanii i spodziewanego przejęcia władzy przez Torysów, którzy zapowiadają rozpisanie na wyspach referendum w sprawie przyjęcia unijnego traktatu reformującego.
Czeski minister ds. europejskich Stefan Füle bagatelizuje zaistniałą sytuację i uważa, że krok ten usunie wszelkie wątpliwości co do zgodności traktatu z czeską konstytucją. Füle podkreślił, że w wypadku pozytywnego wyroku trybunału nic nie będzie stało na przeszkodzie, by prezydent złożył swój podpis pod unijnym dokumentem. „Jeśli Trybunał Konstytucyjny nie stwierdzi sprzeczności między Traktatem Lizbońskim a czeską konstytucją, nie mogę sobie wyobrazić, by prezydent demokratycznego państwa zignorował stanowisko nie tylko czeskiego rządu, ale także trybunału i wolę konstytucyjnej większości parlmentarnej”, powiedział w rozmowie z EurActiv.cz.
Premier Czech Jan Fischer przyznał, że „odczuwa rosnącą nerwowość płynącą z zagranicy”. Na pytanie iHNed.cz, czy istnieje sposób, by zmusić prezydenta Klausa do ratyfikacji traktatu, Fischer odpowiedział, że rząd nie bierze pod uwagę żadnych radykalnych rozwiązań, jak choćby wniosku o wotum zaufania dla rządu. „Rząd preferuje negocjacje i dalej będziemy z prezydentem negocjować. To wszystko”, stwierdził Fischer. (tmw)











