Reklama
„Jose Manuel Barroso zdobył szerokie, a nawet jednomyślne poparcie dla swojej kandydatury na przyszłego szefa Komisji Europejskiej” - powiedział w imieniu czeskiego przewodnictwa w UE premier Czech Jan Fischer na zakończenie pierwszego dnia unijnego szczytu w Brukseli.
Nie jest to jednak formalna, a tylko polityczna decyzja, bo kandydaturę obecnego szefa KE na kolejną kadencję musi jeszcze zaakceptować w tajnym głosowaniu Parlament Europejski. Tymczasem Barroso ma przeciwników zarówno wśród socjalistów, zielonych a nawet liberałów.
„Jestem dumny z jednomyślnego poparcia szefów państw i rządów dla mojej kandydatury. Więcej niż dumny – wzruszony” - zareagował portugalski polityk na tę informację. Dodał, że decyzję unijnych przywódców odbiera „jako uznanie dla pracy Komisji Europejskiej w bardzo trudnych okolicznościach”.
Na to, że reelekcja Barroso nie jest jeszcze przesądzona zwrócił uwagę w czasie piątkowej konferencji prasowej Donald Tusk. „Zgoda jest jednomyślna, ale tej kropki nad i nie postawiono” – cytują szefa polskiego rządu media elektroniczne. „Wszyscy zdają sobie sprawę, że należy także uszanować wrażliwość Parlamentu Europejskiego. Rada Europejska jest od tego żeby nominować - dziś umówiliśmy się, że nie mamy innego kandydata i że jednomyślnie będziemy wspierali kandydaturę Barroso” – powiedział polski premier.
Głosowanie w sprawie przyszłego szefa KE odbędzie się na inauguracyjnej sesji PE 14-16 lipca. Dojdzie do niego jednak dopiero pod warunkiem, że zgodzą się na to frakcje Parlamentu Europejskiego.
Na tej samej sesji europarlamentarzyści wybiorą szefa PE, a największe szanse na objęcie tej funkcji ma – według ostatnich szacunków – były premier Jerzy Buzek.
Tvn24.pl podał nawet informację, że 151 z 264 europosłów frakcji Europejskiej Partii Ludowej - największej grupy politycznej PE, która wyznacza szefa Parlamentu na pierwszą połowę kadencji unijnego zgromadzenia - opowiada się za kandydaturą Buzka, a tylko 51 – za jego kontrkandydatem – Włochem Mario Mauro. Tajne głosowanie chadeków w sprawie wyboru kandydata ma się odbyć 7 lipca.
Jednak nawet włoski premier Silvio Berlusconi przyznał w piątek, że zbyt późno zaangażował się w lobbowanie na rzecz swojego kandydata. Przyznał także, że "w UE poparcie dla polskiego kandydata na szefa PE Jerzego Buzka zdaje się przeważać nad poparciem dla Mario Mauro". Mimo to, szef włoskiego rządu nie wycofał swojego kandydata.
W czwartek Buzka poparła kanclerz Niemiec Angela Merkel, a w piątek dołączył prezydent Francji. „To znakomity kandydat, nie tylko ze względu na jego zalety. Byłby to również bardzo dobry sygnał dla naszych przyjaciół z Europy Wschodniej” – powiedział Nicolas Sarkozy podczas konferencji prasowej na zakończenie dwudniowego szczytu UE w Brukseli.
Poparcie dla kandydatury Polaka – oprócz Polski i Francji – zadeklarowali ostatnio również Hiszpanie i Rumuni. Tvn24 podaje, że z nieoficjalnych informacji wynika, że Jerzego Buzka skłonni są poprzeć też posłowie EPP z Bułgarii, Czech, Estonii, Łotwy, Litwy, Słowacji, Słowenii i Węgier.
Mauro mógłby natomiast liczyć - poza Włochami - na głosy południa Europy: Cypru, Grecji, Hiszpanii, Malty i Portugalii.
Według tvn24, nadal nie wiadomo jak zachowają się europosłowie z Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Irlandii, Luksemburga, Holandii i Szwecji - w sumie 32 głosy. Według tvn24 panuje przekonanie, że prawdopodobnie zagłosują za Buzkiem, ale ponieważ ich głosy będą języczkiem u wagi, to i Włosi będą się o nie starać.
Dopiero po głosowaniu w grupie EPP, kandydatura chadeków będzie głosowana na sesji plenarnej nowego składu Parlamentu. Będzie to jednak tylko formalność, bo - zgodnie z umową z socjalistami (drugim co do wielkości ugrupowaniem w PE) – akceptują oni wybór EPP na pierwsza połowę kadencji, a EPP ich wybór – na druga połowę. (bea)








