Reklama
„Społeczne poparcie dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej utrzymuje się od początku akcesji na niezmiennie bardzo wysokim poziomie”. To zdanie z najnowszego komunikatu z badań CBOSu zaczyna pobrzmiewać już jak mantra. Od lat, w każdą kolejną rocznicę naszego wejścia do Wspólnoty oraz, pomiędzy tymi majowymi datami – w dniu, gdy publikowane są co pół roku badania Eurobarometru, cieszymy się, że polska obecność w Unii Europejskiej jest tak bardzo akceptowana przez Polaków. Ta mantra brzmi więc zdecydowanie optymistycznie i radośnie. Ale jak każda mantra, może kiedyś stać się monotonna i być powtarzana bezmyślnie. A wywołujący ją fakt – polskie poparcie dla integracji europejskiej, przestać się dla polityków liczyć. Ciesząc się więc z kolejnego wysokiego słupka zadowolenia z członkostwa, zapytajmy się pragmatycznie – co ono oznacza dla trwającej kampanii wyborczej?
Przypomnijmy jednak na początku fakty, zbadane w sondażach. Poparcie Polaków dla naszego członkostwa w UE utrzymuje się na poziomie ok. 86 %. Od momentu wejścia do Wspólnoty wahania są tu jedynie w granicach błędu statystycznego. Jest więc z czego się cieszyć. Stwierdzenie, że najmniejsze poparcie występuje pośród rolników – przypomnijmy – najbardziej obawiających się polskiej akcesji przed 2004 rokiem – wywołuje uśmieszek, gdy dalej można wyczytać, że oscyluje przy granicy 78%. Tradycyjnie najwięcej zwolenników członkostwa znajduje się wśród elektoratu Platformy Obywatelskiej (97%), najmniej wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości (84%) oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego (81%), ale nie zmienia to faktu, że ogólnie polskie społeczeństwo popiera członkostwo i w tym obszarze nie ma rozbieżności.
Dwie trzecie Polaków zauważa pozytywne skutki integracji dla kraju, a prawie połowa także dla siebie. I w tym wypadku opinie są stałe od kilku lat i zdecydowanie bardziej pozytywne niż oczekiwania w momencie wchodzenia do Wspólnoty i przed nim. Wyraźnie widać, że Polacy dostrzegają zmiany i je doceniają. Najczęściej jest tak wśród popierających PO i SLD, rzadziej – PSL i PiS. Stała jest także zależność, jak zauważa CBOS, że „Polacy, popierając członkostwo nadal w większym stopniu kierują się przekonaniem, iż jest ono korzystne dla kraju, niż poczuciem, że sami zyskują na akcesji”. Planując kierunki polskiej polityki zagranicznej warto zwrócić uwagę na tę zależność, a konkretnie – propaństwowe myślenie Polaków w kontekście integracji.
Jeszcze ciekawsze w tym kontekście są dane wskazujące, że dwie trzecie Polaków zalicza Polskę do państw o średniej pozycji i średnich wpływach w UE. Taka, wydaje się, realna ocena sił naszego kraju pozwala wnioskować, że Polacy oczekiwaliby od władz inicjatyw oraz aktywności na arenie europejskiej. Aktywności nie mającej ambicji wpływania na wszystkie obszary oraz w każdym momencie, ale konkretnych działań, wykorzystujących ten potencjał.
Z inicjatywami na arenie europejskiej występować powinien głównie polski rząd. Nie oznacza to jednak, że prezydent, ktokolwiek nim zostanie, nie powinien mieć własnej wizji polskiej obecności w Europie. Wyborcy mają prawo poznać stanowisko kandydatów na najważniejsze tematy związane ze sprawami europejskimi. Wysokie poparcie Polaków dla integracji oraz ich ocena, że Polska posiada, może nie najmocniejsze, ale jednak pewne znaczenie na arenie europejskiej oraz stosunkowa zgodność co do zysków, jakie nasz kraj czerpie z członkostwa w UE pośród elektoratów, pozwala oczekiwać, że kandydaci na prezydenta wypowiedzą się w tej sprawie. Krótka kampania wyborcza nie zwalnia z tego obowiązku. Wręcz odwrotnie – zapowiadana jej merytoryczność każe mieć nadzieję, że i w tym obszarze poznamy konkretne plany i oceny.
Z pewnością, biorąc pod uwagę tę, jakże wyjątkową, zgodność elektoratów co do poparcia członkostwa, nie należy oczekiwać, że poglądy kandydatów będą wyraźnie różne i stanowić oś rywalizacji. Nawet nie powinny. Ważne jest jednak, by wypowiedzieli się na te najważniejsze tematy. Przede wszystkim, skoro istnieje polityczna zgoda, że Polska powinna wspierać projekt Partnerstwa Wschodniego, warto pokazać pomysły na konkretne działania: promujące tę ideę wśród innych państw, także spoza UE, czy wspierające przemiany demokratyczne w krajach Partnerstwa. Należy zaproponować, w jaki sposób wykorzysta się polepszające się stosunki z Rosją oraz jak nadać nowe znaczenie partnerstwu z Niemcami. W końcu konieczne jest, właśnie w obecnym momencie, rok przed objęciem przez Polskę Przewodnictwa w Radzie UE, pokazanie, jak postrzega swoją rolę w tym okresie prezydent. Należy pamiętać, że w związku z wejściem w życie Traktatu z Lizbony rotacyjna Prezydencja straciła na znaczeniu. Nie odgrywa już tak ważnej roli w polityce zagranicznej. Przede wszystkim zaś jej sprawowanie należy do kompetencji rządu. Kandydaci na urząd prezydenta muszą mieć więc świadomość, że ich rola nie będzie bardzo istotna. Jednak Przewodnictwo to zadanie dla wszystkich władz, wspólne wyzwanie. Stąd odpowiednie przygotowanie i chęć aktywności ze strony głowy państwa, w kooperacji z rządem, są jak najbardziej wskazane. Zwłaszcza jeśli, co obecnie bardzo prawdopodobne, bo wynikające z kalendarza wyborczego, polska Prezydencja przypadnie na okres wyborów parlamentarnych w naszym kraju. Nie zakłóci to aż tak pracy urzędników, na których spada znaczny ciężar przewodniczenia w Unii, ale z pewnością skomplikuje polityczny wymiar Prezydencji.
Głowa państwa powinna tym bardziej dobrze reprezentować Polskę, stojącą na czele Unii. Polskie społeczeństwo, tak konsekwentnie i zdecydowanie popierające członkostwo we Wspólnocie, ma prawo dowiedzieć się więc od kandydatów na urząd prezydenta, co jest dla nich priorytetowe w polityce europejskiej. Miejmy nadzieję, że znajdziemy odpowiedź na to pytanie w przygotowywanych programach wyborczych.
*Dr Agnieszka Łada – Kierownik Programu Europejskiego/Analityk w Instytucie Spraw Publicznych
Cytowane dane pochodzą z Komunikatu z badań CBOS BS/56/2010, „Sześć lat obecności Polski w Unii Europejskiej”.







